Bomba atomowa na Kołobrzeg


Taj jak w okresie PRL, jej obywatele żyli w przekonaniu, że Polska, jako członek bloku miłującego pokój, jest poza zasięgiem amerykańskich głowic jądrowych, tak i dzisiaj wiedza ta, jak i wiele innych tajemnic Zimnej Wojny, pozostaje znana jedynie miłośnikom tego tematu. Prawda jest jednak o wiele bardziej smutna: znajdowaliśmy się w centrum odwetowego uderzenia atomowego NATO jako ośrodek Mutual Assured Destruction (MAD).



Doktryna Wzajemnego Zagwarantowanego Zniszczenia zakładała, że żadna ze stron nie rozpocznie konfliktu nuklearnego, bo doprowadziłby on do wzajemnego zniszczenia. Autorzy różnych opracowań okresu Zimnej Wojny prezentują niejednolity pogląd w tym zakresie, jak chociażby John Lewis Gaddis, który uważa, że po uzyskaniu stosownych informacji wywiadowczych, USA były przygotowane do ataku prewencyjnego, wiedząc, że potencjał ZSRR jest zbyt mały, aby zagrozić całkowitemu arsenałowi NATO. Jednakże, sprawa była i tak z natury rzeczy przegrana, bowiem świat w następstwie takiego konfliktu zamieniłby się w atomową pustynię. Nazywamy to zjawisko „równością w zagładzie”. Stąd funkcjonowanie teorii odstraszania się potencjałów, która niestety dopuściła do niekontrolowanego wyścigu zbrojeń, a ten – paradoksalnie – do zakończenia Zimnej Wojny. Celem tego artykułu nie jest szczegółowe wchodzenie w poszczególne zagadnienia – są tu one jedynie przywołane wzmiankowo. Niemniej nie ulega wątpliwości, że we wskazywanym okresie idea zagłady masowej była wykorzystywana zarówno jako odstraszanie, jak i element dyplomacji. Warto tu przytoczyć spotkanie amerykańskiego polityka – Huberta Humphreya z Nikitą Chruszczowem. Podczas rozmowy, I sekretarz KPZR przerwał mu i zapytał, skąd pochodzi. Ten na mapie pokazał Minneapolis. Chruszczow zaznaczył ten cel na mapie niebieskim ołówkiem i odparł: „To żebym nie zapomniał rozkazać oszczędzić tego miasta, gdy będą startować rakiety”. Było to niezwykle uprzejme wobec gościa z kraju kapitalistycznego, ale świadczyło również o podejściu do faktu zastosowania rakiet w kierunku USA.

Na początku lat 60-tych zapadła decyzja o utworzeniu polskiego Frontu Narodowego, który wspierałby radzieckie uderzenie na państwa zachodnie. Podczas narady w ZSRR, oficerowie polscy zostali zapoznani z planami ofensywnymi, które zakładały masowe użycie broni jądrowej na miasta po zachodniej stronie muru berlińskiego. W ramach rozpoczętych rozmów, Polska przystąpiła do budowy systemów rakietowych, które uważano wówczas za najbardziej skuteczne, jeśli idzie o obronę granic i atak na nieprzyjaciela. Ponieważ plany ZSRR zakładały taktyczne użycie broni jądrowej na Zachodzie celem sparaliżowania strachem wojsk NATO, przeprowadzono ćwiczenia związane z transportem broni atomowej do Polski z ZSRR. Broń transportowano koleją, samochodami, samolotem oraz transportem morskim. Analiza wyników ćwiczeń była niezadowalająca. Dostarczenie broni masowego rażenia do Polski było zbyt długie i to musiało się zmienić. Tak zrodził się plan „Wisła”.

W połowie lat 60-tych Polska rozpoczęła realizację programu „Wisła” (co ciekawe, tak samo nazywa się program, w ramach którego Polska postanowiła zakupić zestawy Patriot). Jego celem był składowanie głowic atomowych w Polsce. Były one do wyłącznej dyspozycji Rosjan, a w razie wydania rozkazu, zostałyby przewiezione na wyposażenie jednostek LWP. Według różnych źródeł, na terenie PRL przechowywano od 160 do 250 głowic atomowych. Zanim je przewieziono, przystąpiono do poszukiwań miejsc, w których mogłyby powstać składy broni jądrowej. Ostatecznie, wybrano do tego trzy miejscowości, w tym Dobrowo-Podborsko niedaleko Białogardu. Przygotowano dokumentację oraz stosowne, ściśle tajne porozumienia pomiędzy stroną polską i radziecką, i przystąpiono do budowy tajnych kompleksów dla broni atomowej na terenie Polski, oznaczonych numerami 3001, 3002 i 3003. Numer 3001 to kompleks w Podborsku, który niedawno przejęło Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu, urządzając tam Muzeum Zimnej Wojny. Kompleksy były gotowe na początku lat 70-tych. Jednocześnie, sformowano cztery brygady rakietowe i 14 dywizjonów rakietowych, zdolnych do wystrzeliwania pocisków zaopatrzonych w głowice jądrowe. Przygotowano do tego również niektóre rodzaje lotnictwa polskiego.

Cele nuklearne, wyznaczone dla Wojska Polskiego, określone zostały w planie pod kryptonimem OP-61 w kierunku Danii, Holandii i RFN. Zbombardowane miały zostać m.in. węzły komunikacyjne, bazy wojskowe i lotniska. Jednocześnie, Wojsko Polskie prowadziło systematyczne ćwiczenia związane z użyciem broni atomowej razem z Sowietami. Ćwiczono różne warianty, także związane ze skażeniem własnych sił. Plan inwazji na Zachód zakładał udział 500 tysięcy żołnierzy polskich. WP miało wykonać 177 ataków rakietowych i 12 lotniczych. Wszystkie wiązały się z użyciem ładunków jądrowych.

Dokumenty z ćwiczeń Bizon’71 wskazują na to, że dowódcy wojskowi zdawali sobie sprawę, że NATO było przygotowane do uderzeń atomowych w Polsce. Celami ataków jądrowych byłyby wszystkie większe miasta, węzły komunikacyjne, bazy wojskowe i lotniska, mosty oraz ważne obiekty inżynieryjne. Na liście ataków znajduje się również Kołobrzeg. Na miasto nad Parsętą spaść miała 50-kilotonowa bomba atomowa. 77 uderzeń atomowych nastąpiłoby w pierwszych trzech dniach wojny, a to zapewne nie byłby koniec. Taka atomowa kanonada zamieniłaby nasz kraj w atomową pustynię. Kołobrzeg zniknąłby z mapy Polski.

Nie wszyscy wiedzą o planowanym uderzeniu NATO na cele w Polsce. Polaków w ogóle nie informowano o tych faktach, a dzisiaj na próżno szukać ich w podręcznikach historii. W PRL natomiast, na zajęciach w szkołach, także przysposobienia obronnego, również w filmach edukacyjnych, informowano społeczeństwo o skutkach wybuchu bomby atomowej i sposobami ochrony przed skażeniem.

To właśnie równość w zagładzie powodowała, że żaden kraj nie odważył się na rozpoczęcie ofensywy z użyciem broni atomowej. Pod koniec lat 80-tych, po cichu, Rosjanie wywieźli głowice jądrowe z PRL. Dziś pozostał po nich m.in. tajny kompleks 3001 w Podborsku, który jako wspaniały relikt Zimnej Wojny przyciąga turystów jak magnes. Wspaniały dlatego, że jako jedyny w Polsce przetrwał w bardzo dobrym stanie, ze sprawnymi urządzeniami i może pokazywać tajną historię doktryny MAD.

Robert Dziemba
Na zdjęciu: fragment wypisu celów atomowych w Polsce