14-18 marca: droga ku morzu

Po zdobyciu "czerwonych koszar", major Domeradzki otrzymał od dowódcy dywizji rozkaz zdobycia Wyspy Solnej, położonej pomiędzy Parsętą a Kanałem Drzewnym. Po opanowaniu wyspy, oddziały miały się przeprawić przez rzekę, w celu udzielenia pomocy i współdziałać z 18 pp płka Ziarkowskiego, który walczył w rejonie starego miasta.


Wyspę Solną z lądem łączył (zerwany już) most. Wszelkie próby forsowania rzeki po tym moście zawiodły, ponieważ Niemcy dysponowali w tym miejscu znacznymi siłami. Opracowano plan osiągnięcia brzegu wyspy przez zaskoczenie. Plan polegał na związaniu Niemców ogniem w rejonie mostu pozorując główny atak, natomiast właściwa przeprawa dokonała by się w miejscu zupełnie innym. Zadanie to wykonać miała pułkowa kompania fizylierów pod dowództwem ppor. Dzidy. Pozycją wyjściową dla działań, miała być grupa domów otoczonych parkiem. Celem forsowania było uchwycenie przyczółka na wyspie, na wysokości dzielnicy willowej. Atak planowany był na noc.

O zmierzchu kompania podeszła do nadbrzeżnych domów. Ppor. Dzida nakazał obserwację npla i poszukiwanie środków przeprawowych. Z obserwacji wynikało, że tu, niemieckie oddziały są o wiele słabsze niż przy zniszczonym moście. Nad samym brzegiem widać było dość słabo obsadzone okopy, a za nimi wille i elementy przystosowane do obrony zabudowania szpitala. Niebawem żołnierze znaleźli cztery uszkodzone łodzie i przywrócili im używalność. Na czterech łodziach nie sposób było przetransportowanie naraz całą kompanię, więc ppor. Dzida nakazał również przygotowywanie podręcznych środków przeprawy, co w głównej mierze polegało na stworzeniu tratw ze znalezionych belek czy desek. Dowódca liczył, iż przeprawę da się wykonać niepostrzeżenie. Do forsowania chciał przystąpić odpowiednio wcześnie, by do świtu opanować nadbrzeżne ogrody i budynki szpitalne oraz ubezpieczyć przeprawę 3 batalionu, który miał opanować wyspę. Zebrawszy dowódców plutonów przedstawił im zadania:
1 pluton, wraz z drużyną ckm-ów, miał przeprawić się na łodziach w pierwszym rzucie i zachowując ciszę, obezwładnić załogę okopów (dobrze powiedziane), oraz ubezpieczyć przeprawę dalszych plutonów. W razie gdyby nie udało się opanować okopów w ciszy, należało npla zdezorientować co do ilości oddziałów, które dostały się na drugi brzeg i osłaniać przeprawę.
2 pluton miał przeprawić się w drugim rzucie na środkach podręcznych i od razu po osiągnięciu brzegu przystąpić do szturmu domów po prawej stronie przeprawy.
3 pluton na środkach podręcznych, również miał przeprawić się w drugim rzucie i zaraz po wylądowaniu rozpocząć szturm budynków po lewej stronie przeprawy.
Po opanowaniu pierwszych domów, plutony miały umocnić się w zajętych budynkach i osłaniać przeprawę 3 batalionu.

Zanim przystąpiono do forsowania na łodziach, ustawiono na nich ckmy do prowadzenia ognia na wprost. Na dwie godziny przed świtem, ppor. Dzida rozpoczął przeprawę wraz z pierwszym rzutem. Ciemna noc sprzyjała wykonywaniu zadania. Gdy łodzie osiągnęły drugi brzeg, Niemcy wystrzelili rakietę oświetlającą. Zadania w ciszy nie dało się wykonać. Ckmy ustawione na łodziach otworzyły ogień. 1 pluton przeprawił się i szturmował okopy. Niemcy w okopach nie wytrzymali gwałtownego uderzenia. Mimo zdobycia linii okopów, strzały nie cichły. D-ca 1 plutonu ppor. Wieczorek strzelał z niemieckich rakiet sygnalizacyjnych w celu zmylenia npla co do ilości atakujących i miejsca lądowania. W tym czasie przeprawił się drugi i trzeci pluton. Zaraz po przeprawie zaczęto szturmować pobliskie budynki. Korzystając z zamieszania w niemieckich szeregach, udało się je zdobyć. O świcie, już ze wsparciem artylerii, kompania fizylierów atakowała dalej. Przeprawę rozpoczął 3 batalion. W czasie gdy kompania fizylierów i 3 batalion forsowały Kanał Drzewny, inna kompania, ulokowana przy zerwanym moście, pozorowała przeprawę w innym miejscu i wiązała siły niemieckie. Odpowiadający ogniem Niemcy demaskowali swe pozycje. Dowódca kompani ppor. Majewski obserwował przedpole i nanosił na mapę rozmieszczenie broni maszynowej i zgrupowania npla.

Za zerwanym mostem, w odległości około 100 metrów, znajdował się drugi most łączący wyspę z centrum miasta. Nie został on jeszcze wysadzony, ponieważ służył Niemcom do utrzymywania łączności. Dowódca kompanii zauważył, że Niemcy przygotowują się do wysadzenia mostu. Polacy nie mogli do tego dopuścić. Ppor. Majewski zorganizował grupę szturmową złożoną z saperów i plutonu piechoty z ckm-ami. Wsparcie miał zapewnić pluton moździerzy 82 mm i dwa działa 45 mm. Gdy nadszedł wieczór, w nadbrzeżnych domach zgromadzono materiały mające ułatwić przeprawę po wysadzonym moście. Oddziały wsparcia zajęły nowe stanowiska ogniowe, a grupa szturmowa otrzymała dodatkową amunicję i granaty. Przed świtem, na prawym odcinku rozpoczęła się strzelanina - było to znakiem, że kompania fizylierów rozpoczęła forsowanie. Po 10 minutach, gdy walka przybrała na sile, grupa szturmowa ppor. Majewskiego rozpoczęła przeprawę przez zerwany most. Pod osłoną ciemności strzelcy przedostali się pod filar stanowiący przyczółek mostowy na wyspie. Niemcy nie oddali ani jednego strzału - ich uwaga skierowana była na odcinek forsowania kompanii fizylierów. Dopiero w czasie, gdy grupa szturmowa znalazła się na brzegu wyspy, nieprzyjaciel wystrzelił rakiety oświetlające i otworzył ogień z broni maszynowej. Było już jednak za późno. Gwałtownym uderzeniem oddział szturmowy opanował niewielki budynek za mostem. Dwa ckmy Polacy ustawili w zabarykadowanych oknach i otworzyli ogień wzdłuż ulicy. Niemcy przebiegający od strony parku dostawali się bezpośrednio pod linie strzału. Ostrzał rozpoczął także pluton moździerzy. Skuteczny ogień Polaków zmusił Niemców do wycofania, co umożliwiło przeprawę pozostałych plutonów kompanii, które również zaraz po dostaniu się na drugi brzeg, ruszyły do dalszego szturmu wzdłuż ulicy prowadzącej do niewysadzonego mostu. Plan ppor. Majewskiego został zrealizowany. Podczas, gdy plutony walczyły o bloki nad kanałem, grupa szturmowa osiągnęła most i zniszczyła kable służące do jego wysadzenia. Niemiecka obrona na wyspie została rozerwana na dwie części - prawą, z którą walczyła kompania fizylierów i lewą, która pod ogniem kompanii piechoty spychana była coraz bardziej ku cyplowi wyspy, gdzie broniła się załoga Reduty Morast. Gdy Niemcy zauważyli, że Polacy zajęli most, zorientowali się, że są okrążeni. Rozpoczęli wycofywanie się wpław przez rzekę. Wielu z nich poniosło śmierć, a większość ich sprzętu dostała się w polskie ręce. Wyspa Solna została opanowana za wyjątkiem Reduty Morast, która padła dopiero kilka dni później pod naciskiem batalionu szkolnego 6 Dywizji Piechoty.

Odcinek wschodni i południowy
W nocy z 13 na 14 marca, 4 pułk czołgów ciężkich został przegrupowany z odcinka 16 pp, na odcinek 3 i 4 dywizji. Teren po stronie 16 pp, kompletnie nie nadawał się do użycia czołgów. 7 pp nacierający wzdłuż dwóch równoległych ulic w dwóch grupach szturmowych otrzymał wsparcie czterech IS-ów. W wąskich ulicach, czołgi miały problem z manewrowaniem, ale ich działa 122 mm rozbijały uliczne barykady i gniazda karabinowe. Trzy karabiny maszynowe będące na wyposażeniu 'Stalinów' doskonale sprawowały się przy odpieraniu niemieckich kontrataków. Bardzo dobrze sprawowały się również miotacze ognia. Dzięki czołgom i miotaczom pułk powoli, acz uporczywie przesuwał się w głąb miasta. 15 marca grupy szturmowe zdobyły wieżę ciśnień, gmach gimnazjum i wyszli na centralny plac Kołobrzegu.

Za grupami szturmowymi szły oddziały 8 pp i dywizyjnego batalionu szkolnego, które oczyszczały teren z Niemców i zabezpieczały zdobyty teren. Z jednostek tych, złożono grupę szturmową ubezpieczającą lewe skrzydło dywizji. Utrzymywała ona kontakt z nacierającym obok 18 pp, który nacierał przez zniszczoną ogniem artylerii dzielnicę starego miasta w kierunku ratusza i kolegiaty. Zacięte walki wśród ruin przynosiły duże straty, a stan liczebny batalionów był zatrważająco niski: 1 batalion po uzupełnieniu liczył 174 ludzi, 2 - 90, 3 - 60. Stany kompanii strzeleckich wahały się od 7 do 28 żołnierzy. Siły pułku zostały uzupełnione przeszło stuosobową grupą żołnierzy z obsługi działek i km-ów 15 pułku artylerii plot. Żołnierze ci byli już doświadczeni w boju m.in. na przyczółku warecko-magnuszewskim.

15 marca po południu, ratusz i okoliczne domy zostały zdobyte. Pozostała do zdobycia kolegiata. Przeciwlotnicy marzyli o swych małokalibrowych działkach lub chociaż przeciwlotniczych km-ach, które wymiotłyby obrońców z obłożonych workami okien. Grupka żołnierzy pod dowództwem plut. Leona Zauchty - celowniczowie karabinów plot: Michał Chrystyniak i Michał Soliński, bombardier Józef Ogilba z obsługi kompanijnej radiostacji oraz kanonierzy Michał Wertepny, Władysław Smolak i Stanisław Mikołajewicz - z granatami w dłoniach przeszli do ataku na północną nawę kolegiaty. Pod zrujnowanymi kamieniczkami przebili się do wąskiej obramowanej drzewami ulicy Narutowicza, przebiegli ją pod ostrzałem z kolegiaty, aż doszli do zadrzewionego placyku.  Z górnych partii świątyni uderzył w nich zmasowany ogień broni maszynowej i strzelców wyborowych. Przypadli do ziemi, sporadycznie odpowiadając ogniem w oczekiwaniu na pomoc km-ów i działek piechoty. Zza murów kościoła wyszedł niemiecki kontratak. Osłaniając się wzajemnie, Polacy kolejno przebiegali przez ulicę w ruiny kamieniczek.

Cofając się, zajmowali stanowiska obronne na krawędzi ruin, po drugiej stronie uliczki. Soliński otrzymał śmiertelny postrzał w biodro. Niemcy podchodzili coraz bliżej. Ranny został Chrystyniak. Wertepny i Smolak wynieśli rannego kolegę spod ostrzału. Z ruin, przez ulicę, wystrzeliwane były do nacierających Niemców długie serie z km-ów, wybuchy granatów moździerzowych pokryły plac przed kolegiatą i gruzy kamieniczek. Niemiecki kontratak został z trudem powstrzymany. Wieczorem i w nocy, oddziały 18 pp, wraz z artylerzystami podnosili się do ataku, lecz ogień z kolegiaty blokował wszelki ruch. Siły pułku topniały pod murami starego kościoła. Dopiero następnego dnia, gdy pod Kołobrzeg przybyła radziecka brygada artylerii rakietowej wyposażona w "Katiusze", 74 pociskami wystrzelonymi w kolegiatę zmusili Niemców do zaprzestania oporu. Ostrzał spowodował zawalenie się dachu i sklepień nad nawami, a całe wnętrze ogarnął wielki pożar.

Oddziały 18 pp, wraz z artylerzystami (wprowadzono do walki plot karabiny maszynowe) poszły do przodu, zdobyły kościół (Kaplica Betlejemska) i osiągnęły łuk toru kolejowego po lewej stronie od dworca kolejowego. W czasie walk, z liczącej na początku 104 żołnierzy grupy artylerzystów 15 pułku artylerii plot, ubyło 28 żołnierzy: (13 zabitych 15 rannych szeregowych, podoficerów i oficerów). Był to ostatni wysiłek tych oddziałów w walce o miasto.

Walki w rejonie parowozowni
Dwa pierwsze atakujące bataliony nękane ogniem z półkolistej hali parowozowni i widocznych po prawej stronie trybun wyścigów konnych, sforsowały rów przeciwczołgowy i umocniły się na noc na jego skarpie. Świtem, wsparte ogniem dywizyjnej artylerii i działami pancernymi, ruszyły do szturmu na parowozownię. Niemcy stawiali twardy i zaciekły opór. Szczególną aktywność wykazywały moździerze rakietowe i artyleria okrętowa. Przed południem bataliony pierwszego rzutu zdobyły obiekt i nawiązały walkę o zajęcie pobliskich zabudowań i przyległego terenu. W trakcie tej nieprzynoszącej rezultatu walki, przyszedł rozkaz przerwania ognia. Rozkaz wydano na godzinę 15:00. Nad miastem zapadła cisza. Przez niemiecką radiostację zdobytą w kościele św. Jerzego, przekazano do dowództwa twierdzy ultimatum następującej treści:


1. Dowództwo Armii Polskiej przygotowało decydujące uderzenie mające na celu ostateczne zdobycie miasta.
2. Proponujemy zaprzestać obrony miasta i dalszego stawiania oporu. W przeciwnym wypadku załoga twierdzy zostanie zniszczona.
3. Oczekujemy odpowiedzi do godz. 16:00.
4. W razie poddania się zagwarantowane zostaje życie całej załogi twierdzy.
5. Parlamentariuszy z białymi flagami oczekujemy do 16:00 na południowo-wschodnim skraju miasta.


Niemcy według niektórych  źródeł odpowiedzieli na komunikat słowami: "Komendant przyjął do wiadomości", jednak do wyznaczonej godziny nie otrzymano żadnego wiążącego stanowiska. Wezwanie powtórzono, ale i tym razem bez echa. Później, okazało się, iż Fullriede zwrócił się do swego dowództwa z prośbą o zezwolenie na ewakuację załogi drogą morską. Jako odpowiedź otrzymał rozkaz: "Trzymać się do ostatniego pocisku, duże jednostki pancerne maszerują na odsiecz". Kapitulacja bez ewakuacji była nie do przyjęcia.

Po godzinie 16:00 Polacy wznowili działania bojowe. Dowódca 10 pp, ppłk Wincenty Potapowicz, nadal kładł nacisk na działania na leżące w odległości paruset metrów od parowozowni zabudowania i znajdujący się bardziej na prawo budynek wytwórni farmaceutycznej, nazwany przez Polaków "żółtym domem". Punkty te były kluczowymi obiektami obrony na odcinku ataku pułku i zamykały dostęp do będącej za nimi dzielnicy willowej. Na prawo od oddziałów 10 pp znajdował się tor wyścigowy. Mimo, iż tor był szturmowany przez 12 pp, niemieckie karabiny i szybkostrzelne działka usadowione między trybunami, skutecznie czyściły swym ogniem przedpole wytwórni. Po lewej stronie, idące do natarcia bataliony Potapowicza, natrafiały na plątaninę torów kolejowych, tarasowaną dziesiątkami rozbitych częściowo wagonów, pod osłoną których manewrował niemiecki pociąg pancerny, trzymający pod ogniem swych dział i karabinów, przestrzeń między parowozownią a wytwórnią. Mimo wsparcia artylerii i czołgów pułk utknął w krzyżowym ogniu Niemców. Oddziały cofnęły się więc i okopały na wysokości parowozowni, prawym skrzydłem sięgając topól rosnących na skraju toru wyścigowego, a lewym sięgając torów kolejowych.

W górnej, zwróconej do niemieckich pozycji części hali parowozowni, mieścił się punkt obserwacyjny dowódcy pułku oraz sztab 2 batalionu, wraz z punktami dowodzenia artylerii i moździerzy. W tylnej części hali mieścił się punkt opatrunkowy dla rannych z tego odcinka, których nie zdążono przetransportować na tyły. Stąd, do niemieckich stanowisk w gruzach zburzonych budynków przesłaniających fabrykę farmaceutyczną było około 150 m.  Na przedpolu po prawej stronie znajdował się okopany niemiecki czołg spełniający rolę nieruchomego punktu ogniowego. Można się było domyśleć, iż brakowało załodze pocisków do działa, gdyż strzelali tylko z karabinów. Mimo to, ogień z czołgowych MG był bardzo skuteczny. Pojazd ten wytrzymał cały czas wszystkie próby zniszczenia go przez artylerię. Nadal tkwił i blokował żołnierzy 10 pp.

Noc na 15 marca minęła dosyć spokojnie. Dowódca kompanii batalionowych moździerzy, wysłał swego szesnastoletniego łącznika, Jerzego Dymkowskiego, na prawe skrzydło batalionu, by ten określił czy Niemcy przez noc nie przesunęli swych pozycji. Dymkowski (podobno niższy od karabinu) po czterech nieprzespanych nocach poszedł półprzytomny. Wczołgując się na przedpole, by dokładniej określić niemieckie pozycje, natknął się na jakiegoś samotnego polskiego strzelca, który ze zdobycznym pancerfaustem zamierzał podejść do okopanego czołgu i go zniszczyć. Wspólnie uzgodnili, że pójdą razem. Pod osłoną kilku drzew, nieznajomy przyklęknął celując w czołg i padł z przestrzeloną głową. Dymkowski po kilku minutach wziął z rąk martwego żołnierza pancerfaust i wystrzelił w wystającą nad poziom ziemi wieżę czołgu. Nastąpił potężny błysk, zaraz potem huk, szarpnięta wybuchem wieża obróciła się, lufa działa opadła. Czołgowe karabiny milczały, jedynie z boku odezwały się gwałtowne strzały. Dymkowskiemu udało się szczęśliwie powrócić.

Od rana, oddziały 10 pp ponowiły próby zdobycia pozycji niemieckich w ruinach zabudowań i wytwórni farmaceutycznej. Ponownie, mimo kilkugodzinnych działań, spełzło to na niczym. Artyleria wspierająca zaczęła odczuwać braki w amunicji. Szczęściem dla Polaków, na głównym odcinku drugiego batalionu, któryś z moździerzystów znalazł na torach dwa wagony załadowane amunicją do niemieckich moździerzy 81 mm. Milimetrowa różnica pozwoliła wykorzystać ją do własnych moździerzy. Wagony natychmiast przetoczono na tyły i rozdano amunicję. Mimo ponowienia ostrzału przez moździerze, bataliony nie mogły przełamać pozycji npla. W tym czasie 2 bat 12 pp ominął Szaniec Kamienny blokowany przez radzieckie oddziały i dołączył do batalionów oczyszczających las przed torem wyścigowym i szturmujących wysoki wał, ciągnący się wzdłuż jego zachodniej krawędzi. Warunki dla atakujących były tu bardzo trudne. Dowódca pułku, płk Dymitr Wariończyk, zameldował dowódcy dywizji o stratach poniesionych podczas pokonywania wału: "W batalionach, w kompaniach piechoty, pozostało łącznie: w 1 batalionie - 25 ludzi, w 2 batalionie - 28 ludzi, w 3 batalionie 30 ludzi. Mój odwód - pluton fizylierów - liczy 30 ludzi. Pułk może wykonywać działania wzmocnionej kompanii piechoty".

Po małym nadrobieniu braków w ludziach, bataliony przygotowywały się do uderzenia na fabrykę farmaceutyczną. Atak miał być zgrany z uderzeniem 10 pp. We wczesnych godzinach popołudniowych, gdy polskie działa kończyły ostrzał przygotowawczy, na czołowe polskie oddziały runęła lawina pocisków niemieckiej artylerii. Ciężkie pociski dział okrętowych przebiły strop parowozowni, gdzie mieścił się punkt dowodzenia 12 pułku. Wybuchy spowodowały zawalenie dachu. Pod gruzami zginęło kilkunastu ludzi z punktów obserwacyjnych i dowodzenia, obsługa punktu opatrunkowego i inni. Z punktu opatrunkowego ocalał tylko lekarz.

Wszyscy byli potwornie zmęczeni. Mimo strzałów i  wybuchających pocisków, ów lekarz przysnął pod masywnym, drewnianym stołem, na którym robił opatrunki i w momencie niemieckiego ostrzału, mebel zapewnił mu ochronę. Ocaleni wyszli też łącznościowcy (w tym Dymkowski), którzy siedzieli ze swą aparaturą w kanałach remontowych pod parowozami. Bezpośrednio po tym ostrzale, do ataku ruszyła niemiecka piechota. Obroną kierował płk Potapowicz. Bardzo pomocne okazały się tu znalezione w niemieckich wagonach granaty. Lufy polskich moździerzy rozgrzewały się podobno do tego stopnia, że można było odpalać od nich papierosy. Atak został powstrzymany, a za wycofującymi się Niemcami ruszył pościg, który też utknął, gdy polskie moździerze przeniosły ogień w głąb pozycji npla, by nie razić własnych ludzi.

Zapadł zmrok, unosił się kurz i dym. W tych warunkach artyleria bezpośredniego wsparcia gubiła najbliższe cele, a zaporowy ogień Niemców nie pozwalał posunąć się do przodu. Niemcy na czołowych pozycjach masowo stosowali teraz pancerfausty. Oddziały polskie wycofały się na wysokość parowozowni.

Strzelcy 6 kom 10 pp, po powrocie na pozycje, nie mogli odnaleźć chor. Zalewskiego, dowócy 2 plutonu. Pod parowozownią, dowódca kompanii por. Łukin był przekonany, iż Zalewski jest w okopach swego plutonu, natomiast w plutonie myślano, że jest w dowództwie. Znaleziono go dopiero po północy, poharatanego bliskim wybuchem głowicy pancerfausta. Jeszcze żył. Odtransportowano go pod ostrzałem z przedpola, a godzinę później przeniesiono na pułkowy punkt sanitarny, gdzie odzyskał przytomność. Tej nocy ppłk Potapowicz wysłuchał uwag o deptaniu w miejscu z ust gen. Kieniewicza. Potapowicz "wygonił" ze swego sztabu wszystkich, którzy mogli pójść na linię, tworząc grupę bojową pod dowództwem por. Popowa. W sztabie miało pozostać tylko kilka bardzo potrzebnych osób i ppor. Emilia Gierczak, której dowódca polecił przejść do dyspozycji szefa sztabu. Dziewczyna jednak protestowała - wolała iść do walki ze swą macierzystą kompanią. Pułkownik ustąpił.

Następnej nocy, po ostrzale z "Katiusz" i przy wsparciu czołgów i dział pancernych, oddziały 11 pp atakiem skrzydłowym zdobyły gruzy zabudowań na przedpolu wytwórni, a 10 pułkowi udało się do niej wedrzeć. Oczyszczona została z npla i pułk zajął pozycję po zachodniej stronie, na skraju dzielnicy willowej. Na wschodnim odcinku główna pozycja została przełamana. W czasie nocnego ataku i w czasie próby ataku w kierunku dworca, 4 dywizja poniosła straty - 63 poległych i 283 rannych. W toku walk wzięto do niewoli 101 Niemców, a polska strona szacowała niemieckie straty na 470 poległych i rannych. Obrońcy utracili główne punkty obrony. W niemieckich rękach zostały: Szaniec Kamienny odcięty przez 12 pp i od wschodu blokowany przez oddziały radzieckie, Reduta MorastSzaniec Kleista. Broniony obszar miał kształt półkola liczącego w najszerszym miejscu około 1000 m.

Do Kołobrzegu zamiast obiecanych jednostek pancernych na pomoc przybył ze Świnoujścia liczący ok. 400 ludzi alarmowy batalion "Kell" z 5 pułku fortecznego. Dwie pierwsze kompanie batalionu znalazły się w Kołobrzegu 15 marca i bezpośrednio po wyokrętowaniu przeszły do walki w okolicach dworca osobowego, próbując kontratakiem odeprzeć z centrum miasta oddziały 3 DP. W wyniku całodziennych walk, udało im się odzyskać część placu centralnego. Następnej nocy wylądował w porcie sztab batalionu i pozostała kompania (inne źródła podają informację, że 'Kell' liczył 4 kompanie), która zajęła pozycję za torami kolejowymi w okolicy dworca między ulicami Ściegiennego i Waszyngtona.

Komendant twierdzy - Fritz Fullriede, zdawał sobie sprawę z tego, że mimo otrzymanego wsparcia, inicjatywa zostanie w rękach Polaków. W nocy z 16 na 17 marca zebrał radę wojenną twierdzy. Postanowiono na niej ewakuować załogę. Zadecydowano, by część oddziałów ewakuować tej nocy, a pozostałe następnej. Decyzja o ewakuacji nie osłabiła obrony - wręcz ją wzmocniła. Niemcy chcąc wystrzelać resztę amunicji prowadzili zmasowany ogień ze wszystkich rodzajów broni. Oddziały polskie, 17 marca atakowały ostrożnie, widząc gwałtowne zagęszczenie ognia.

W godzinach wieczornych, oddziały 16 pp po kilku atakach zdobyły Szaniec Kleista i wyszły nad basen portu rybackiego. Batalion szkolny 6 DP opanował zaciekle bronioną Redutę Morast, w której było m.in. działko 37 mm. Pododdziały 14 pp działające po wschodniej stronie Parsęty, po przekroczeniu toru kolejowego zdobyły kilka bloków mieszkalnych między dzisiejszą ulicą Portową a Regionalnym Centrum Kultury im. Z. Herberta. 18 pp i grupa artylerzystów z 15 pułku artylerii plot. po odparciu niemieckich ataków, utrzymała się w Kaplicy Betlejemskiej i wzdłuż toru kolejowego. 17 marca żołnierze 9 pp zdobyli narożny budynek przy skrzyżowaniu ulic. Na prawo i nieco przed nimi, oddzielony wąskim zadrzewionym bulwarem i brukowanym placykiem podjazdu wznosił się budynek dworca kolejowego.

Niemożliwością było sforsowanie tej przestrzeni. Działka, które mogłyby dać wsparcie, również nie mogły się wysunąć na dogodne pozycję. Dodatkowo, pozycje te ostrzeliwali cały czas Niemcy, zajmujący narożny dom po drugiej stronie poprzecznie biegnącej ulicy Augusta. Pod osłoną km-ów Polacy spróbowali - przeskoczyli ulicę i opanowali przeciwległy narożnik. Niemcy wycofując się podpalili pozostawione domy. Dym nie pozwolił tkwić w tych budynkach. Polacy odskoczyli z powrotem, a Niemcy wrócili do opuszczonego budynku. Szer. Frydman, władający niemieckim, zaczął machać białą szmatą.

Strzelanina ucichła. Gdy wyszedł z bramy i zaczął nawoływać do zaprzestania bezsensownego oporu, padł trafiony serią z pistoletu maszynowego. Przyparci w mieście Niemcy nie zamierzali się poddać. Tego dnia straty 3 DP wynosiły 9 poległych i około 60 rannych, 6 DP - 23 zabitych i 94 rannych.

Na wschodnim odcinku 12 pp oczyścił z npla tor wyścigowy i posunął się dalej w głąb dzielnicy willowej, zbliżając się na odległość 600 m od kąpieliska.17 marca było już wiadomo, iż Niemcy mają w posiadaniu 2 km plaży, a lewoskrzydłowe oddziały 6 DP znajdowały się zaledwie 600 m od portu. Zaciekły opór obrońców i silny ogień ich artylerii kazały przypuszczać, że myślą o kontynuowaniu obrony. Polskie oddziały przygotowywały się do natarcia w dniu następnym. Ewakuowano rannych, uzupełniano amunicję, podciągnięto artylerię bezpośredniego wsparcia. Rozpoznawano cele, które planowano zaatakować rano 18 marca.

Tymczasem krótko po północy, dowództwo niemieckie pod osłoną artylerii, wycofało główne siły z czołowej pozycji na całej linii i zaczęto zaokrętowanie z kilku punktów wybrzeża - z głowicy falochronu portowego, z mola, na prawo od latarni morskiej i plaży koło zabudowań kąpieliska. Żołnierzy przeznaczonych do ewakuacji przewożono do stojących na redzie statków ścigaczami i łodziami motorowymi.

Niszczyciele tymczasem ostrzeliwały pozycje polskie. Na pozycjach, na liniach czołowych pozostały tylko oddziały osłonowe, które markowały dotychczasowe położenie. Po dwóch godzinach Polacy zorientowali się, że dzieje się po drugiej stronie coś niezwykłego. Zwracał również uwagę nieustanny szum silników dochodzący z morza. Oznaczało to, iż Niemecy albo otrzymali poważne wzmocnienie, albo się wycofują. Anemiczny ogień pozwalał przypuszczać to drugie. Wszystkie polskie oddziały po prawej stronie Parsęty ruszyły naprzód. Oddziały 4 DP pokonując opór grup osłonowych wyszły nad brzeg morza już w świetle dnia. Wzięły tu do niewoli ok. 200 niemieckich żołnierzy, których nie zdążono ewakuować. Wojska 3 DP opanowały dworzec kolejowy. Znalazły tam tylko martwych niemieckich żołnierzy i cywilów oraz porzuconą broń. Oddziały 16 pp wyszły na nadbrzeżne wydmy na lewo od latarni morskiej. Oddalające się okręty jeszcze ostrzeliwały pozycje polskie. Z pokładu holownika ciągnącego wypełnioną żołnierzami barkę strzelało działko plot. Z brzegu kpr. Jabłoński przekazał do baterii ogniowych dane o celach artyleryjskich, koordynaty ognia i po raz ostatni w bitwie o Kołobrzeg przekazał współrzędne dla artylerii. Działa dywizjonu zerwały linę holowniczą i zatopiły barkę a uszkodzony holownik został później wyrzucony na brzeg morza koło mola.

Pododdziały 7 pułku w porcie natrafiły na opór około 120-osobowej (?) grupy osłonowej ukrytej we Forcie Ujście. Żołnierze 8 i 9 kompani pod dowództwem por. Feliksa Zarożnego zdobyli fort. Część Niemców zginęła, a część się poddała. Biało-czerwoną flagę na ruinach latarni morskiej zatknął zastępca polityczny dowódcy 3 bat - ppor. Brandwain. Jako ostatni Polak, zginął w walce strz. Stanisław Słomka z 1 bat 7 pp. W chwilę później z mola odezwało się niemieckie działo, które Polacy rozbili celnymi strzałami dywizyjnej "siedemdziesiątki szóstki".

© Lindenbaum Verlag.
Zniszczony Sd Kfz 7/2 z 3.6cm FlaK36 na ulicach Kołobrzegu. Prawdopodobnie należał do dywizji 'Holstein'. Zdjęcie wykonane po walkach.
Płonące budynki.
Uchodźcy tłoczą się w kołobrzeskim porcie. Trwa ewakuacja na zachód. © Lindenbaum Verlag.
Czołgiści 4 pułku czołgów ciężkich planują natarcie. Z prawej w hełmofonie ppłk Jan Mołokanow, dowódca pułku. Pierwszy z lewej to kpt. Borys Podskrębko, szef sztabu pułku, który dowodził grupą czołgów wspierających działania 7 pp.
Zniszczona kolegiata Marii Panny. Widok od ulicy Mariackiej. © Jerzy Patan.
Radziecka polowa wyrzutnia rakietowa 132 mm BM-13 Katiusza z obsługą, na zdjęciu przed przed Kołobrzegiem.
Zniszczony niemiecki pociąg pancerny.
Zniszczony wagon Haubitzenwagen BP 42 mit 10 cm F.H. 14/19 (p).
DEPO, czyli parowozownia. Walki o nią były niezwykle krwawe.
Polska piechota w okolicy parowozowni.
Parowozownia po wojnie.
Obrotnica w parowozowni.
Fronton "białego domu i jego przedpole.
© Lindenbaum Verlag.
Zniszczone miasto. © Lindenbaum Verlag.
Miasto płonie. Pożar budynku przy Placu 18 Marca.
Zniszczona lub porzucona broń przez Niemców.
Uszkodzona latarnia morska na Forcie Ujście. © Lindenbaum Verlag.
Wysadzona przez Niemców latarnia morska.
Zniszczony budynek na Neustadt.
Zniszczone centrum miasta.
Polacy w natarciu.
© Lindenbaum Verlag.
Padłe konie w bindażu przy ul. Towarowej. © Lindenbaum Verlag.
Polscy żołnierze w dzielnicy portowej przy kościele św. Mikołaja. © Lindenbaum Verlag.
Uchodźcy. © Lindenbaum Verlag.
Polscy żołnierze w zrujnowanym Kołobrzegu.
Ewakuacja drogą morską ludności cywilnej. © Lindenbaum Verlag.
Ewakuacja w porcie. © Lindenbaum Verlag.
"Z 34" z ludnością i żołnierzami ewakuowanymi z Kołobrzegu. © Lindenbaum Verlag.
Żołnierze niemieccy schronili się na falochronie wschodnim i czekają na ewakuację. © Lindenbaum Verlag.
18 marca 1945 roku. Miasto płonie. Niemcy ewakuują się droga morską. © Lindenbaum Verlag.