12-13 marca: walki uliczne

Rankiem 12 marca pododdziały 7 i 9 pp przygotowane były do natarcia w celu powiększenia przyczółka w rejonie kościoła św. Jerzego. Wyczerpani Polacy, obawiali się m.in., aby ich własna artyleria "nie biła im po łbach".


3 Dywizja Piechoty

Ta podobno zrehabilitowała się znakomicie. Polskie grupy szturmowe łatwo wdzierały się do wyznaczonych obiektów, walka zaostrzała się dopiero wewnątrz. Niemcy trzymali się twardo. Bronili każdego zajętego piętra, piwnicy czy strychu. SS-mani skakali z dachów i okien by nie wpaść w polskie ręce. Największy kłopot Polakom sprawiały walki w piwnicach domów. Dość duże ilości jeńców wyprowadził na tyły "przyczółka" chor. Lubczyk z 9 pp. Przeważnie są to żołnierze z 91 batalionu fortecznego karabinów maszynowych, kilku żołnierzy z dywizji pancernej "Holstein", z batalionu "Hempel" oraz dwóch młodych Francuzów z SS "Charlemagne". Z zeznań wziętych do niewoli Niemców wynikało, że część sił walczących na tym odcinku przeszła nocą w rejon gazowni i koszar przy ul. Koszalińskiej. Poprzedniego wieczoru właśnie tam przegrupowały się oddział radzieckie.

W rejon kościoła, po południu Niemcy podciągnęli odwody i walka toczyła się w świeżo zdobytych przez Polaków budynkach. Trwała do zmroku. Gdy zapadł zmierzch, obrońcy zaczęli wychodzić ze schowków i ruin na tyłach polskich pozycji. Dowódca 9 pp wysłał więc do boju na pozycję 3 batalionu wieży pluton fizylierów a dowódca dywizji wprowadził silną grupę szturmową, kompanię strzelecką z batalionu szkolnego wspartą plutonami saperów, rusznic i działek 45 mm z 8 pp. Kpt. Tarnowski otrzymał bardzo pomocną w walkach miejskich broń - dwudziestu ludzi z plecakowymi miotaczami ognia pod osłoną dwóch ckm-ów - był to pluton miotaczy ognia.

3 batalion 9 pp dostał rozkaz wycofania się z rejonu kościoła w. Jerzego i przejścia na wschodni skraj dużego cmentarza, skąd miał atakować kompleks gazowni. Polacy ze spuszczonymi głowami opuszczali miejsce swych czterodniowych walk gdzie pożegnali wielu kolegów. Ostatniego dnia walki zostawili tu 24 poległych i około 100 rannych. Idąc pod gazownię wiedzieli, że idą zastąpić prawie zupełnie wykrwawiony 2 batalion macierzystego pułku. Saperzy kpt. Utyro tymczasem rozbierali barykadę u wlotu ulicy, otwierając drogę działom pancernym i artylerii bezpośredniego wsparcia. Oddziały 2 batalionu 9 pp nacierały od rana na Lęborskie Przedmiecie. Szły przez (standardowo) odkrytą podmokłą łąkę na wschodni skraj cmentarza, przed sobą mając poprzeczny rząd domków przy szosie Koszalińskiej nad którymi górowały zabudowania gazowni. Z prawej strony biegł tor kolejowy z Białogardu a dalej przecinająca go szosa, za którą wznosiło się Lęborskie Przedmieście.

Za torem, równolegle do koszar stały oddziały 272 radzieckiej dywizji piechoty. Niemcy, z koszar, gazowni i z domków nad szosą mieli doskonałe pole obserwacji i ostrzału. Batalion musiał zdobywać domki przy szosie, wschodni skraj cmentarza i zabudowania leżące na prawo od kościoła św. Jerzego, aby umożliwić oddziałom walczącym na przyczółku (przy kościele) atak w głąb miasta. Batalion wspierała polska artyleria, a także pokaźna siła artylerii radzieckiej dywizji, licząca 130 dział różnego kalibru. Ogromne straty ponosiły oddziały forsujące odkrytą, bagnistą przestrzeń. Polegli m.in. dowódca 4 kompanii strzelców ppor. Stefaniuk, dowódca 5 kom ppor. Domański, padł ciężko ranny dowódca 6 kompanii ppor. Żukowski. Z sześciu liniowych kompanii batalionu (trzech strzeleckich, ckm-ów, rusznic i moździerzy) pozostało zaledwie około 50 zdolnych do walki żołnierzy. W południe, dowódca 9 pp ppłk Józef Kacan wzmocnił batalion jedna kompanią strzelecką z pozostającego w drugim rzucie 1 batalionu. Do wieczora domki przy szosie i cmentarzu zostały zdobyte i reszta atakujących oddziałów stanęła przed gazownią. Kosztem ogromnych strat, zdobyte zostały również koszary przy ulicy Koszalińskiej przez 272 radziecką dywizję radziecką.

Na odcinku 6 DP, dowódca 14 pp mjr Marceli Domeradzki postanowił uderzyć na "białe koszary" z dwóch stron - 2 batalion od zachodu, a 1 i 3 od wschodu. W otaczającym koszary murze Niemcy wybili otwory strzelnicze, wyryli pod nimi okopy i rowy dobiegowe, które łączyły się z oknami piwnic w koszarach. Każdy z bloków koszar przystosowany był do samodzielnej obrony. Drzwi były zabarykadowane, okna obłożone workami z piaskiem i obsadzone bronią maszynową. Załoga koszar miała na wyposażeniu dwa czołgi, kilka dział polowych oraz ustawione na dachach działka przeciwlotnicze oraz dwa podwójnie sprzężone karabiny maszynowe. Lecz z uwagi na znikomą działalność polskiego lotnictwa broń plot zwalczała cele naziemne. Zdobycie "białych" i "czerwonych koszar" było nieodzowne w rozwinięciu natarcia w głąb miasta.

Oddziały 2 batalionu dowodzone przez por. Nowatorskiego sforsowały rów przeciwczołgowy i rozwinęły się do natarcia. Przodem, jako grupa szturmowa, szła 6 kompania strzelecka (dowódca ppor. Majewski) wsparta przez pluton rusznic, dwa działka ppanc. i kompanię batalionowych moździerzy. Batalion wspierały również moździerze pułkowe oraz ciężkie działa 5 brygady haubic. 6 kompania miała za zadanie wbić się w przesmyk miedzy "białymi" i "czerwonymi koszarami", a następnie zaatakować i zdobyć "białe". Wejścia w ten przesmyk broniło niewielkie zadrzewione wzgórze. Na wzgórzu tym mieściły sie resztki szańca będącego pozostałością umocnień ziemnych z 1807 r. - Siederlande Schanze. Niemcy obsadzili to wzgórze bronią maszynową i wybudowali obronne schrony bojowe, które spełniały rolę pozycji przesłania dla obu kompleksów koszar. Stanowiska te obezwładnione zostały przez artylerię, a ściślej przez batalionową kompanię moździerzy dowodzoną przez chor. Stanisława Nałęcz-Komornickiego. Bezpośrednio ogniem kierował oficer ogniowy kompani chor. Wincenty Pyclik. Przy wtórze ciężkiej artylerii ostrzeliwującej koszary, żołnierze 6 kom zdobyli wzgórze-szaniec szturmem. W ataku tym wyróżnili się szczególnie żołnierze 1 plutonu: kpr. Dec, który unieszkodliwił snajpera zagrażającego dowódcy plutonu, kpr. Jarzębski, który granatami wyeliminował z walki załogę czołowego schronu, strz. Jakubowski, który położył kilku grenadierów próbujących zaatakować pluton od tyłu, celowniczy Marczak i inni...
 
Za nimi podążała 5 kompania i działka ppanc. Gdy Polacy podeszli dostatecznie blisko koszar, ciężka artyleria zaprzestała ich ostrzału by nie razić atakujących. Wtedy z całą mocą odezwały się koszary. Ogień km-ów i działek plot. przycisnął do ziemi rozpędzonych strzelców. Wybuchy pocisków z sześciolufowych wyrzutni rakietowych - Nebelwerferów - pokryły Siederland Schanze, gdzie usadowił się chor. Komornicki z jednym ze swoich plutonów. Atak się zatrzymał. Obsługa działek ppanc. nie utrzymała się na odkrytych pozycjach. Pociski z moździerzy chorążego Komornickiego wybuchały między blokami koszar, na dachach - nie szkodząc obsługom karabinów maszynowych umiejscowionych w oknach. Spomiędzy bloków "białych koszar" wyjechały dwa czołgi i rozpoczęły ostrzał całą swoją siłą ogniową. 'Obudziły się' również "czerwone koszary" przecinając bocznym ogniem łączność z tyłami przerywając dostawy amunicji i możliwość ewakuacji rannych. Kompanie ponosząc straty cofały się na linie wzgórza. Ostatni spod murów koszar wycofał się ppor. Zdzisław Majewski. Zdobycie koszar od strony zachodniej nie powiodło się.

Tymczasem od strony wschodniej szturmował koszary 3 batalion. Haubice ustawione do strzelania na wprost dokonały kilku wyłomów w murze i ostrzeliwały czołowe budynki. Strzelcy 7 kompanii pod dowództwem chor. Marka Kochana przeskoczyli przestrzeń dzielącą "długi dom" od koszar, sforsowali wyłomy w murze i po walce wręcz, opanowali okopy po wewnętrznej stronie muru. Z przerażającą siłą Niemcy rozpoczęli ostrzał z okien i dachów rażąc ogniem z broni maszynowej i granatami. Polskie działa bezpośredniego wsparcia dostały się pod ogień szybkostrzelnych działek i pancerfaustów.  Ponosząc duże straty wycofały się na bardziej sprzyjające pozycje. Na wsparcie artyleryjskie nie można było liczyć ponieważ raziło by to również strzelców w okopach.
 
Łączność z kompanią chor. Kahane została przerwana. Wysyłani przez dowódcę batalionu gońcy mający sprawdzić co się dzieje z zaginioną kompanią nie wracali. Odgłosy zza muru wskazywały na to, że 7 kompania nadal walczy. Na pomoc próbowały przyjść plutony strzeleckie 8 kompanii, lecz nie mogły sforsować otwartej przestrzeni, ani przeskoczyć ulicy Artyleryjskiej ostrzeliwanej ogniem flankowym. W miarę upływu godzin, odgłosy walki za murem ucichły zupełnie. Dopiero o zmroku kilku rannym żołnierzom udało się doczołgać na pozycje batalionu. Z ich relacji wynika, że chor. Kahane zebrał pozostałych przy życiu żołnierzy i zaatakowali najbliższy koszarowy budynek. Po rozbiciu zabarykadowanych drzwi dostali się do środka i... nie wiadomo co się dalej działo. Można się jedynie było domyślać, bo odgłosy walki wewnątrz nie trwały długo. Domysły się potwierdziły. Gdy dwa dni później zdobyto "czerwone koszary", w piwnicach jednego z bloków znaleziono popalone ciała trzynastu polskich żołnierzy, obwiązanych drutem kolszastym. Wśród nich rozpoznano zwłoki chor. Marka Kahane. Prawdopodobnie zostali wzięci do niewoli, przeprowadzeni do "czerwonych koszar", tam zamordowani a później spaleni. To jeden z przykladów eweidentnej zbrodni wojennej podczas wlak o Twierdzę Kołobrzeg w marcu 1945 roku.

16 pułk piechoty
Działania 12 marca, dla połączonych batalionów i 2 kompani fizylierów zaczęły się już długo przed świtem. Małe, 2-3 osobowe grupki żołnierzy, zaczęły w absolutnej ciszy przechodzić wydmami i plażą na wysokość kulochwytów strzelnicy, by rankiem zaatakować od północnej strony. Kolejnej grupce nie udało się niezauważenie przejść - natknęli się na dobrze zamaskowany schron bojowy z którego Niemcy otworzyli ogień. Do Polaków wyruszyli także Volkssturmiści, którzy zmusili wroga do wycofania się. Nie udało się zaskoczyć Niemców. Natarcie lewego skrzydła pułku ruszyło o 9:00 rano. Frontalny atak nie powiódł się. Niemcy podpuścili atakujących blisko, po czym otworzyli ogień. Najbardziej ucierpiały 7 i 9 kompania. Hitlerowcy ruszyli do kontrataku, ale zalegli pod ogniem granatów moździerzowych. Atak tym razem postanowiono przeprowadzić małymi grupami po ostrzale artyleryjskim.

Natarcie na głównym kierunku ataku pułku (1 batalion), mimo protestów dowódców kompanii, również rozpoczęło się o 9:00. Przeciwni byli oni atakowi o tej porze, ponieważ z obiecanego wsparcia, dotarło jedynie około 50 fizylierów z 1 kompanii. Kierunkiem szturmu miały być 'czerwone koszary'. O 9:00 ogień otworzyły moździerze 82 i 120 mm. Granaty moździerzowe spadały na budynki lecz nie zdołały zaszkodzić niemieckim punktom ogniowym usytuowanych w piwnicach i chronionych workami z piaskiem. Odpalono także fugasy. Ogień miotaczy sięgnął pierwszego budynku lecz go nie zapalił. Pod osłoną dymu po salwach fusasów, 1 kompania ruszyła do ataku. Wściekle odezwały się niemieckie karabiny maszynowe, padli pierwsi zabici i ranni. Polacy zalegli na przedpolu. Natarcie okazało się nie możliwe.

Na obu kierunkach atak nie przyniósł rezultatu. Dowódca pułku, mjr. Diergunow, tym razem musiał przystać na rady dowódców kompanii i batalionów. Kolejna próba szturmu nastąpić miała o 13.00 i tym razem ze ścisłym współdziałaniu z artylerią. Kierunek ataku zmieniono na północno-zachodni, gdzie po ok.100 metrach zaczynały się budynki przy ulicy ciągnącej się od cmentarza w nadmorskim parku do 'czerwonych koszar'. Po drugiej stronie ulicy znajdował się ciąg willowych budynków. Taki kierunek ataku wydawał się mieć większe szanse powodzenia. Do stanowisk 1 batalionu dotarły w końcu działa 45 i 76 mm, które o wyznaczonej godzinie, wraz z moździerzami i miotaczami otworzyły ogień. Zaraz po ustaniu ostrzału zaatakowała piechota. Grupy szturmowe dosięgły pierwszych budynków, zdobyły je i przeskoczyły na drugą stronę ulicy ostrzeliwanej od 'czerwonych koszar'. Przed i na budynek koszar ściągnięto ogień moździerzy 120 mm, którego wybuchy i dym uniemożliwiły Niemcom widoczność. Trwała walka po drugiej stronie ulicy. Obrońcy wypuszcili kontrataki - najpierw od strony 'czerwonych koszar', później od strony portu - oba zostały odparte.

Również o 1:00, na lewym skrzydle atak ponowiły 2 i 3 batalion. Wsparcia udzielić miała bezpośrednio 5 brygada artylerii haubic. Na pierwszą linię ściągnięto obserwatorów artyleryjskich i jedną haubicę do strzelania na wprost. Postanowiono atakować południowy koniec strzelnicy, głównie siłami 2 batalionu. Haubice rozpoczęły ostrzał korygowany przez obserwatorów. Doskonały efekt dały salwy z działa strzelającego na wprost - świetnie niszczyły stanowiska ogniowe i tworzyły wyrwy w wale strzelnicy. Do ostrzału dołączyły również moździerze. Opór niemiecki osłabł i obrońcy zaczynalisię wycofywać. Za nimi nacierali Polacy, którzy po chwili dotarli do długiej na ok. 300 metrów otwartej przestrzeni. Po niej jest sosnowy las, a w nim czołgi wkopane w ziemię. Ze stratami opanowano południowy kraniec strzelnicy. Całości kompleksu nie dało się zdobyć jednym atakiem. W polskich rękach była też południowa część cmentarza.

Straty 16 pp tego dnia wyniosły 17 zabitych i 79 rannych. Dzień 12 marca stał się punktem zwrotnym jeśli chodzi o mniemanie dowództwa armii o sile obronnej Kołobrzegu.

Generał Popławski skierował do Kołobrzegu kolejne wzmocnienie - 2 zmotoryzowany batalion miotaczy ognia, w skład którego wchodziły trzy kompanie fugasowych miotaczy ognia, jedna kompania plecakowych miotaczy i kompania ckm-ów. Następną jednostką wzmocnienia był 4 samodzielny pułk czołgów ciężkich (IS-2) - jedyna formacja pancerna pozostała do dyspozycji dowództwa armii. Dowódca frontu nakazał skierować będącą dotychczas w odwodzie 4 DP na odcinki obsadzone przez 272 radziecką dywizję piechoty. Oddziały radzieckie zostały więc wycofane z walk, przechodząc do obrony wybrzeża na wschód od Kołobrzegu. Artyleria radziecka nadal jednak ostrzeliwała cele. Pododdziały 1063 pp do końca walk blokowały Szaniec Kamienny.


W skład 4 DP wchodziły 10, 11 i 12 pp, 6 pal, batalion szkolny, dywizjon artylerii pancernej i oddziały służb. W sumie, 12 marca 1945 r. dywizja liczyła 6691 żołnierzy. Była znacznie lepiej wyposażona w broń ciężką od 6 czy 3 DP. Miała ona na wyposażeniu 288 ręcznych i 96 ciężkich karabinów maszynowych, 173 rusznice i 29 działek ppanc., 80 moździerzy batalionowych, 12 działek pułkowych 76 mm, 23 moździerze pułkowe 120 mm, 10 dział pancernych, 24 działa dywizyjne 76 mm oraz 12 haubic 122 mm. Do walki wchodziła też w bardziej komfortowej sytuacji niż 6 czy 3 DP. Zdążyła wystarczająco odpocząć po zmaganiach na Wale Pomorskim i posiadała już informację czego może spodziewać się w Kołobrzegu. 4 DP cieszyła się również najlepszą opinią generała Popławskiego i uchodziła w armii za "gwardyjską".
dane z książki W. Kotowicza "Droga ku morzu"


Przerzucony został również pod Kołobrzeg 15 pułk małokalibrowej i 18 pułk średniokalibrowej artylerii plot. Oba te pułki, podobnie jak pułk czołgów ciężkich posiadający 12 czołgów IS-2, nie zostały należycie wykorzystane i nie odegrały spodziewanej roli w walce o miasto. 13 marca do walki o Kołobrzeg zaangażowane było 60 procent piechoty 1 AWP, 64 procent broni pancernej (w tym wszystkie posiadane czołgi), 75 procent artylerii ciężkiej, 50 procent artylerii plot. i teoretycznie rzecz biorąc 100 procent armijnego lotnictwa, gdyż cała 4 Dywizja Lotnictwa Mieszanego przewidziana była do walk o Kołobrzeg.


W skład 4 Dywizji Lotnictwa Mieszanego wchodziły: 1 pułk myśliwski "Warszawa", 8 marca liczący 23 samoloty Jakowlew Jak-1 i 9 samolotów Jakowlew Jak-9, 2 pułk bombowców nocnych wyposażony w 39 samolotów PO-2 oraz 3 pułk lotnictwa szturmowego wyposażony w 28 samolotów Iliuszyn Ił-2. Dywizja stacjonowała w Mirosławcu i ze względu na warunki atmosferyczne i brak paliwa ograniczała się jedynie do sporadycznych bombardowań i ostrzeliwania z broni pokładowej głównie portu i jednostek pływających. Poważniejszego (ilościowo) nalotu dokonano 11 marca.
dane z książki W. Kotowicza "Droga ku morzu"


16 pułk piechoty
W nocy z 12 na 13 marca, dowódca 1 batalionu - kpt. Walkow, otrzymał wiadomość, że dostanie jako wsparcie 4 pułk czołgów ciężkich. Dodatkową bardzo dobrą wiadomością było, że na pierwszą linię batalionu przybędą obserwatorzy artyleryjscy z 5 BAC (brygady artylerii ciężkiej). Mimo oczekiwania, do rana 13 marca ani czołgi, ani obserwatorzy nie dotarli. Batalion otrzymał małe wsparcie w postaci kilku żołnierzy pełniących do tej pory funkcje w sztabie pułku i dywizji, oraz trzech oficerów. Dwóch z nich wcielonych zostało do 3 kompanii ppor. Juraka. Później, w ciągu dnia, pojawiły się IS-2 z 4 pczc, przyprowadzone przez oficera łącznikowego sztabu 6 DP. Czołgiści wjeżdżały na pozycje bez uprzedniego rozpoznania terenu, co skończyło się dla 8 z nich ugrzęźnięciem na podmokłym terenie. Do końca dnia pojazdy te nie wzięły udziału w walce. Pozostałe cztery czołgi, nie nawiązując łączności z piechotą, prowadziły ogień z miejsca, co nie miało wpływu na walki  1 batalionu. Mimo prób, żołnierzom 1 batalionu, ogień obrońców Kołobrzegu nie pozwolili na konkretne działania w ciągu dnia, oczekiwali zatem zmroku. Około godziny 22:00, załogi czołgów 4 pccz, otrzymały rozkaz przejścia na odcinek 3 DP.


14 pułk piechoty
Na lewym skrzydle 16 pp, w nocy z 12 na 13 marca dokładnie przygotowywano się do uderzenia. Połączono bataliony, tymczasowo zlikwidowano dwie kompanie i w ten sposób stworzono 4-kompanijny batalion. W jego skład wchodziły dwie grupy szturmowe wzmocnione rusznicami i ckm-ami. Atak zaplanowany był na godzinę 10:00. Rozpoczęto od ostrzału artyleryjskiego wykonanego przez baterie 23 pal i 3 BAH. Pociski spadały na północną część cmentarza. Wydzielony oddział ruszył z atakiem na wały strzelnicy. Atak poszedł sprawnie, gdyż Niemcy wycofali część swych oddziałów z tego terenu, obstawiając jedynie jeden bunkier przy kulochwycie strzelnicy. Polacy uporali się z tą przeszkodą za pomocą miotaczy ognia ROKS-3. Gorzej wiodło się drugiej grupie, która ruszyła w stronę cmentarza - rozpoczęła się tam zaciekła walka. Na zmianę - raz Niemcy, raz Polacy wypierali się nawzajem z zajętego terenu. Po obu stronach liczba ofiar rosła. W końcu żołnierzom 16 pp udało się dotrzeć do muru zamykającego cmentarz i do drogi, za którą (ok. 100 m) rozpoczynał się zadrzewiony teren, na którym znajdowały się już niemieckie schrony i transzeje. Nieudana próba przejścia oddzielającego odcinka kosztowała Polaków następnych kilka ofiar.

W godzinach popołudniowych, Niemcy wyruszyli z kontratakiem, który zepchnął Polaków z powrotem pod strzelnicę. Tam zjawił się obserwator artyleryjski z 5 BAC, który po nawiązaniu łączności z bateriami, dał namiary na będących na cmentarzu Niemców. Pod osłoną artyleryjskiego ognia, Polacy znów poderwali się do ataku i tym razem oni wypierali wroga z nekropolii, po czym zajęli pozycję kończącym cmentarz murem. Na linię dotarły  również fugasy. Tym razem siłą swej artylerii popisywały się Niemcy - cmentarz i strzelnice ostrzeliwały działa okrętów Kriegsmarine. Na południe od cmentarza wkopane były bardzo dające się Polakom we znaki niemieckie czołgi. Spróbowano podciągnąć działko 45 mm, lecz szybko jego załoga została zabita lub ranna, a same działko uszkodzone.

Powróćmy z powrotem na lewy odcinek pułku, do 1 batalionu. Wieczorem, dowódca batalionu postanowił ponowić natarcie. Atakować miały 1 i 2 kompania, a ich celem było zdobycie części okopów leżących przy budynkach, o które walczyła 3 kompania. Część umocnień udało się zdobyć. Fortyfikacje te przygotowane były dla działek przeciwlotniczych lub ckm-ów - były to okrągłe doły połączone rowami łącznikowymi. Niemcy próbowali odbić stracony teren, lecz Polacy nie dali się wygonić, gdyż oznaczałoby to dla nich pewną śmierć na odkrytym terenie. 2 kompania, dowodzona przez ppor. Eugeniusza Feśkę, we współudziale fizylierów z 1 kompanii, dostała rozkaz zdobycia ufortyfikowanych domów na prawo od 3 kompanii. Dla wsparcia ataku, oddział dostał dwa plecakowe miotacze ognia ROKS-3. Domy udało się zdobyć, biorąc przy okazji jeńców.
Dowództwo niemieckie zaniepokojone sukcesami Polaków (strzelnica i cmentarz), postanowiło wzmocnić odcinek ten nowymi siłami. Przegrupowano tu m.in. dwie kompanie marynarzy z rejonu Wyspy Solnej i koszar (kompanie "Baumstark" i "Hildebrant"). Kompanie te umocniły się w reducie w Reducie Morast i na przedpolu Szańca Kaleista. Dowództwo odcinka objął Korvettenkapitän Prien. Szczególną uwagę miał zwrócić na pozycje zajmowane przez Volkssturm.

Dnia 13 marca, w 16 pp poległo 20 żołnierzy, a 60 odniosło rany. Niemieckie straty na tym odcinku oceniano na 35 zabitych i rannych.

Koszary
Po zdobyciu Siederland Schanze natarcie załamało się pod murem koszar. Por. Nowotarski, d-ca 2 batalionu 14 pp nakazał kompaniom wycofać się z odkrytych pozycji, okopać się przy wykorzystaniu nielicznych zabudowań i ogrodów przy biegnącej ku koszarom ulicy Mazowieckiej i ... odpoczywać. Rzadki luksus w tym czasie. Nowotarski ze swym sztabem postanowił tymczasem, by następne ataki odbyły się w nocy. Problemem był brak przygotowania artyleryjskiego, takiego, który dokonałby wyłomu w murach. W tym przypadku przydałyby się armaty o kalibrze powyżej 100 mm. I tu szczęście Polakom dopisało. W czasie odprawy zjawił się dowódca haubic 152 mm by zameldować Nowotarskiemu, że według rozkazu d-cy dywizji ma zająć stanowiska do prowadzenia ognia bezpośredniego. Miejscem, gdzie miały zostać ustawione haubice były drewniane szopy, odległe od murów koszar o zaledwie 400 m. Dwie haubice miały stanąć dalej i wspierać atak ogniem pośrednim. Haubice pociągnięto nad ranem. Odgłosy ciągników artyleryjskich, podobne do odgłosu czołgów, pobudziły Niemców w koszarach, skąd odezwał się ogień. Noc na szczęście dla Polaków była mglista i rakiety oświetlające nie odkrywały tego, co się na przedpolach koszar działo.

Niemcy strzelali gęsto lecz niecelnie. Uszkodzona została jedynie ciężarówka dowożąca amunicję. Rozładowano i odholowano ją na tyły. Amunicję z ciężarówek, pod haubice dostarczano ręcznie. Por. Nowotarski nie ryzykował ataku, gdyż Niemcy byli "postawieni na nogi". Silniejszy niż zazwyczaj ogień z koszar sugerował, że ściągnięto do środka dalsze odwody. Rankiem Nowotarski zameldował w dowództwie pułku - majorowi Domeradzkiemu, że zaatakuje koszary w nocy. Dowódca chociaż ze spokojem ,przyjął meldunek, przysłał do batalionu swego politycznego zastępcę por. Szymona Jollesa, który z miejsca kazał podnieść batalion do ataku. Nowotarski polecił, by na razie jedna kompania pod osłoną ciężkiej artylerii spróbowała ataku. Ledwie żołnierze poderwali się do ataku, Niemcy przykryli ich tak silnym ogniem, że niemożliwością było zrobienie kroku naprzód. Konsekwencją było kilku rannych żołnierzy.

Okopy kompanii przebiegały przed budynkiem dowództwa batalionu. Działa niemieckie uderzyły salwami w budynek i zmusiły Nowotarskiego i Jollesa do opuszczenia budynku i schronienia się w wypełnionym wodą leju po wybuchu. Wtedy zastępca dowódcy pułku postanowił, że faktycznie lepiej będzie zaczekać do nocy. Czym prędzej opuścił pozycje kompani i pobiegł zameldować o tym dowódcy pułku.

Dowódca pułkowych moździerzy (120 mm) por. Orda, wstrzelał się powoli w koszary, nie pozwalając by Niemcy zmienili pozycję swych punktów ogniowych. Por. Orda podzielił obrane cele z oficerem zwiadu ogniowego z pułku artylerii lekkiej, który wspomagał batalion. Wszyscy w batalionie byli dobrej myśli. Z-ca Nowotarskiego ppor. Tadeusz Banasiak szykował już flagę do zatknięcia na budynku koszar. Dobry nastrój przerwał telefon od dowódcy pułku. Batalion musiał przejść na wschodnią stronę koszar by podjąć działania wspólnie z innymi oddziałami pułku, a pozycję do tej pory trzymane przez batalion Nowotarskiego miał objąć batalion szkolny. Porucznik zainterweniował u dowódcy pułku, u majora Domeradzkiego. Okazało się, że on też nie był przychylny temu rozkazowi, lecz polecenie to przyszło z dowództwa dywizji. Dowódca dywizji po namowach majora wstrzymał rozkaz, z zastrzeżeniem, że Nowotarski jest pewien sukcesu ataku. Postawiono na jedna kartę.

Ogień z koszar powoli, po zmroku ucichł zupełnie. Nowotarski wraz ze swymi zastępcami - politycznym ppor. Banasiakiem, liniowym ppor. Edmundem Łopuskim, oraz dowódcą batalionowych ckm-ów ppor. Maroszkiem, siedzieli wraz z żołnierzami 4 i 6 kompanii, by móc uderzyć w pierwszym rzucie. 5 kompania atakować miała przesmyk między koszarami. Wzdłuż zachodniego skraju "czerwonych koszar" atakować miał batalion szkolny. O godz. 23:00 rozpoczęły ostrzał haubice 152 mm. Granaty moździerzy 120 mm rozrywały się na dachach. Salwy dywizjonu dział polowych nakryły zabudowania w głębi koszar. Okopy na skraju zewnętrznego dziedzińca ostrzeliwały moździerze chor. Komornickiego. Ckm-y i rusznice wstrzeliwały się w okna i balkony koszar gdzie umiejscowione były gniazda karabinów. Po piętnastu minutach nawały wystrzeliły w górę czerwone rakiety i artyleria przesunęła ogień w głąb koszar. Niemcy zaczęli się wycofywać. Zdobyto już połowę kompleksu koszar. Nowotarski licząc się z groźbą niemieckiego kontrataku rozwinął jeszcze natarcie i po godzinie cały teren "białych koszar" był zajęty. Od razu wysunął do przodu działka ppanc. i rusznice. Pozycję zajęły ckm-y i kompanie strzeleckie. Niemcy rozpoczęli kontratak. Udało im się odbić jeden z budynków, w którym pospiesznie się umacniali. Pchanie się pod lufy nie miało celu tym bardziej, że Niemcy szybko montowali stanowiska ogniowe. Jednemu z polskich podoficerów wpadł do głowy pomysł podobny do tego, jaki Niemcy zastosowali w kontrataku na kościół św. Jerzego. W pobliżu, na wzniesieniu był skład lakieru... Po kilku minutach palące się beczki lakieru i lepiku toczyły się z górki, pod okna zajętego przez Niemców budynku. Po pół godzinie budynek był znów w rękach polskiego batalionu. Niemcy kontrataku nie ponowili. Polacy przeszukując wszystkie budynki, w jednej z piwnic znaleźli kilkadziesiąt karabinów i pistoletów maszynowych oraz dwa moździerze.

O świcie, por. Nowotarski uderzył ze swymi żołnierzami ponownie. Batalion wspierany był teraz przez dwie kompanie dywizyjnych saperów. Celem ataku były "czerwone koszary". Kierunek to: od wschodu, przez ulicę Młyńską i ogród miejski nad Kanałem Drzewnym. Gdy Polacy rozpoczynali atak, Niemcy próbowali jeszcze przerzucić do "czerwonych koszar" wsparcie z głębi miasta, lecz nie do pokonania okazała się uliczka przy koszarach blokowana ogniem ckm-u. Była to zasługa trzech ckm-istów z 1 batalionu - Oleksiuka, Moskala i Stasiłowicza. Osamotnieni, pod ostrzałem trwali blisko godzinę, aż do chwili odrzucenia Niemców przez pododdziały 1 batalionu. Wtedy niestety Oleksiuk już nie żył, a Moskal i Stasiłowicz byli ciężko ranni. Walka tych żołnierzy w bardzo dużym stopniu przyczyniła się do zdobycia "czerwonych koszar". Zdobycie ich, tym razem nie było dużym problemem. Załoga pozbawiona posiłków oddawała budynek za budynkiem, skupiając się na ostatnim. Ten, po bardzo zaciętej walce również został zdobyty. Właśnie w piwnicach ostatniego budynku znaleziono spalone ciała żołnierzy 7 kompanii, w tym chor. Kahane z 14 pp. Najważniejszy i najsilniejszy bastion środkowego odcinka Festung Kolberg - "czerwone" i "białe koszary", został zdobyty.

Odcinek wschodni
Świtem, 13 marca pododdziały 9 pp wsparte kilkoma działami pancernymi, uderzyły na zabudowania gazowni. Obiekt nie był duży, lecz dobrze przygotowany do obrony. Wspierająca artyleria zniszczyła oba kominy gazowni, na których obsadzeni byli obserwatorzy. "Wyczyściła" również dachy zabudowań ze strzelców wyborowych i zniszczyła kilka gniazd karabinów maszynowych.  Każde z zabudowań trzeba było zdobywać oddzielnie. Niemcy kontratakowali kilkukrotnie wspierani dwoma czołgami i dodatkowymi siłami ściąganymi z zaplecza. W godzinach przedpołudniowych obiekt został jednak zdobyty i pułk przeszedł do dalszego natarcia wzdłuż ul. Ogrodowej, rozwijając swoje prawe skrzydło aż za tor kolejowy do Białogardu.

Po lewej stronie 9 pp, szedł 7pp wzmocniony kompanią fizylierów z 8 pp, pozostałymi 'suczkami' - działami pancernymi dywizji i częścią armijnego batalionu miotaczy ognia. Pułk nacierał główną aleją prowadzącą do centrum miasta. Zdobywano kolejne ufortyfikowane domy. Aby opanować niektóre budynki, żołnierze używając materiałów wybuchowych lub zdobycznych pancerfaustów, przebijali stropy i ściany. Często spotykano się z czynną obroną ludności cywilnej. Z 4 DP, jako pierwszy do walki wszedł 12 pp i wspierany częścią artylerii dywizyjnej nacierał wzdłuż wschodniego skraju miasta - ku morzu. Tak jak na zachodnim skraju, teren był tu bagnisty, częściowo porośnięty gęstym wysokopiennym lasem. Natarcie utrudniał również wypełniony wodą rów przeciwczołgowy, pola minowe i amfiteatr - dawny Fort Wilczy. Dopiero po 20 godzinach, przed zmierzchem 13 marca, szturmująca w czołówce 5 kompania strzelecka, pod dowództwem por. Grzegorza Jasińskiego, dotarła do wybrzeża, paręset metrów na wschód od Szańca Kamiennego. Kompania mając już duże straty zaległa na wydmach pod ogniem moździerzy rakietowych strzelających od strony kąpieliska. Por. Jasiński i szer. Marian Kupnicki zdecydowali się przebiec przez plażę, by nabrać symboliczną menażkę wody z Bałtyku i przesłać ją do dowództwa dywizji. W połowie szerokości plaży, snajper trafił w głowę Kupnickiego, a nad samą wodą padł od dwóch strzałów Jasiński.
 
Na lewo od 5 kompanii, przerzedzone plutony 6 kompanii zdobyły dwa budynki w nadmorskim parku, przeszły aleję biegnącą wzdłuż wybrzeża i zaległy na wydmach. Tu kpr. Słomiany również spróbował sił, by przynieść menażkę morskiej wody. Podbiegł do brzegu wykorzystując betonowe części falochronu. Od strony Szańca Kamiennego prowadzony był gęsty ostrzał. Szczęśliwie z menażką wody powrócił na wydmy. Dowódca dywizji obiecał przedstawić do najwyższego odznaczenia, tego kto pierwszy przyniesie menażkę wody z Bałtyku, stąd próby żołnierzy.

Generał brygady Bolesław Kieniewicz i pułkownik Jan Żukowski przed mapą Kołobrzegu.
Obsługa moździerza 82 mm w akcji.
4 pułk czołgów ciężkich na podmokłej łące.
Czołgi w akcji przy wsparciu piechoty. © Lindenbaum Verlag.
Barykada przy koszarach na ul. Jedności Narodowej. © Lindenbaum Verlag.
Zniszczone i płonące miasto.
Gazownia - widok od wschodu.
© Lindenbaum Verlag.