9 marca: odcinek 16 pułku piechoty

Nocą z 8 na 9 marca oddziały 16 pp zaległy na przedpolach, w pozycjach bardzo niekorzystnych do dalszego ataku. Żołnierze wykorzystali czas na okopanie się. Na podmokłym terenie, gdzie leżeli, wykopywali po dwa dołki - pierwszy płytszy, w którym leżeli i drugi głębszy, w którym zbierała się woda.


Co jakiś czas nad ich głowami latały niemieckie race oświetlające.

W najtrudniejszym położeniu był 2 batalion. Część z ich żołnierzy leżała na odkrytej i na najbardziej podmokłej przestrzeni. 1 batalion lepiej 'trafił' - oprócz suchszego terenu było tam więcej drzew. Przed batalionem były trzy domki, których nie udało się zdobyć poprzedniego dnia. Ppor. Jurak postanowił ponowić próbę w nocy. Zadanie miał wykonać plut. Kazimierz Grzejek wraz ze swymi ckm-istami. Pierwsze 200-300 metrów przebyli czołgając się. Po przedarciu się do ogrodu żołnierze podeszli pod okna pierwszego domu i wdarli się do środka. Domek okazał się być opuszczony przez Niemców. Podobnie poszło z dwoma pozostałymi budynkami. Sprawa została załatwiona bez wystrzału. Resztę nocy drużyna poświęciła na wyznaczenie stanowisk ckm-ów, okopanie ich i zamaskowanie.

W tym czasie kompania strzelecka zlikwidowała dwa niemieckie patrole przy kanale odwadniającym. Kompania dokonała tego również bez wystrzału - jeden z podoficerów znał język niemiecki. Z racji tej, że trzy domki były zajęte przez Polaków, dowódca 2 batalionu mógł przesunąć pierwszą kompanię do przodu. Rankiem okazało się, że Niemcy po prostu na czas nocy opuścili owe trzy domki i teraz próbowali je obsadzić na nowo. Nie udało się - przywitał ich ogień polskich ckm-istów.

Rankiem sztab pułku zawiadomił, iż natarcie planowane jest na godzinę 11:00 i prowadzone będzie w tym samym zestawieniu oddziałów i kierunku co w dniu poprzednim. Ze sztabu armii naciskano na jak najszybsze zdobycie Kołobrzegu. 5 brygada artylerii ciężkiej dostała rozkaz podejścia pod miasto by wesprzeć 6 DP. Dla 16 pp wiele to nie dało, ponieważ dowódca pułku mjr Diergunow polecił tylko, aby drugorzutowy 3 batalion podciągnąć bliżej i wspierającą go pułkową baterię dział 76 mm wysunąć do strzelania na wprost. Kapitan Gyś proponował w obawie przed dalszymi stratami przesunąć atak na wieczór, ale pomysł został odrzucony.

16 pp rozpoczął natarcie. Rozpoczęło je małe przygotowanie artyleryjskie. Nie odniosło ono dużego efektu, ponieważ 23 pal wystrzelił swe pociski głównie na miasto, a 3 BAH nie miała wśród atakujących oddziałów swego obserwatora, który by mógł korygować ogień. Swój batalion poprowadzić chciał kpt. Gyś lecz padł ranny zaledwie po parunastu metrach. Teren natarcia był płaski, ostrzeliwany przez Niemców ogniem broni maszynowej i działek plot. Atak na początku rozwijał się pomyślnie, lecz obrona była zbyt silna. Parokrotnie Polacy podrywali się do ataku lecz bardzo szybko Niemcy przyciskali ich do ziemi. Wzmagały się również wybuchy niemieckich granatów moździerzowych. Atakujący widzieli również okopane czołgi.

Ppor. Stanisław Wągrodzki wraz ze swą 4 kompanią widząc marne szanse takiego ataku, poprowadził swych żołnierzy inna drogą - obszedł od tyłu część niemieckich pozycji i zdobył dwa stanowiska karabinów maszynowych. Niemcy natychmiast zareagowali - ppor. został ranny w głowę. Oprócz tego, rany teraz odniosło czterech z jego żołnierzy. Zdobycie km-ów pozwoliło doskoczyć troszkę bliżej natarciu, ale wtedy odezwały się okręty Kriegsmarine. Z trudem za piechotą posuwały się polskie ckm-y. Natarcie nie rokowało sukcesu.

Trochę lepsze warunki miał do ataku lewoskrzydłowy 1 batalion. Mimo lepszego terenu batalion i tak posuwał się metr po metrze. Działka 45 mm próbowały likwidować punkty niemieckie, lecz przychodziło to z niesamowitym trudem. Artylerzyści podejrzewali, że punkty ogniowe mieszczą się w schronach bojowych odpornych na ogień polskich działek. Natarcie zostało zatrzymane. Żołnierzom 16 pp zależało by jak najszybciej  przejść goły, bagnisty teren. Przed sobą mieli park, zagajniki, które dawały im nadzieję na schronienie. Jednak tego dnia 16 pp dalej się nie posunął.

Tego dnia 18 pp współpracować miał z trzymanym jako drugorzutowy, 14 pp. Specjalnie by czuwać nad koordynacją tych pułków, do Zieleniewa przybyła grupa operacyjna ze sztabu 6 DP. Na rozkaz płk Kostiachina, sztab 18pp przeniósł się bliżej swych oddziałów pod Wiecemino. Nad ranem, około godz. 4:00, 1 i 3 batalion 14 pp podszedł pod Więcemino, a 2 batalion pod Złotowo. Również nad ranem podsunięte zostało wsparcie artyleryjskie - 6 dział 76 mm z 1 dywizjonu 23 pal i 2 haubice 122 mm z 3 BAH podeszły pod gorzelnię w Więceminie.

Dowódca 18 pp, płk Ziarkowski, rozstawił swój sztab w budynku gorzelni w Więceminie i nakazał nawiązać kontakt z dowódcą 14 pp mjr Domeradzkim. Dowódcy uzgodnili plan: 2 batalion 14 pp powinien zluzować 2 batalion 18pp. Wtedy właśnie owy zluzowany batalion będzie można użyć w ataku wzdłuż Trzebiatowskiej. Jeśli atak 18 pp by się powiódł, ułatwi to zadanie 14 pp, który by zapewne atakował koszary. Uzyskano akceptację tego planu w dowództwie dywizji. Nim 14 pp zdołał zluzować 2 batalion na Złotowskim Przedmieściu, kpt. Nikołajew dostał rozkaz ataku swym 1 batalionem wzdłuż Trzebiatowskiej. Szpicą ataku była tym razem 3 kompania por. Władysława Łysiaka. Natarcie zapowiadało się trudniej niż poprzedniego dnia - płonęła część domów, a i Niemcy zapewne byli bardziej przygotowani. Posuwanie się Polaków ułatwiały strzelające na wprost działa. Gdy Niemcy się zorientowali, że rozpoczęto natarcie, okrętowe działa otworzyły ogień na Więcemino. Na szczęście dla Polaków nie przyniosło ono szkód.

Nacierających wzdłuż Trzebiatowskiej zatrzymali Niemcy przy skrzyżowaniu z ul. Artyleryjską. Ogień niemieckich km-ów nie pozwalał Polakom przejść dalej. Por. Łysiak poprosił o wsparcie artylerii strzelającej na wprost. Po jakimś czasie udało się dotrzeć na pomoc plutonowemu Marianowi Szpiganowiczowi wraz z pułkowym działem 76 mm. W tym samym czasie, gdy działo było na stanowisku, Niemcy rozpoczęli kontratak. Pociski z działa po kilku salwach zlikwidowały dokuczliwe stanowisko ogniowe w piwnicznym oknie. Na chwilę Niemcy zalegli, lecz potem znów ruszyli. Ostatecznie kontratak się załamał i obrońcy twierdzy wycofali się na swe stare pozycje. W ślad za Niemcami zaraz ruszyli Polacy. Już za ulicą Artyleryjską żołnierze 18 pp wdarli się do domów, gdzie rozpoczęła się zacięta walka. Z pomocą atakującym przybyli fizylierzy. Po wyparciu Niemców, 3 kompania z wielką pomocą 'siedemdziesiątki szóstki' odparła kolejny kontratak. Po zdobyciu kolejnych kilku domków udało się Polakom podejść do małego cmentarza (obecny teren w okolicy Urzedu Gminy Kołobrzeg). Tu ponownie ciężko było ruszyć do przodu. Tymczasem na pierwszą linię wysuwały się również kompanie 3 batalionu, które przybyły, by zwiększyć tempo natarcia. Żołnierze 3 kompanii przebiegli na lewą stronę ul. Trzebiatowskiej i tam zajęły kilka domków. Kapralowi Mieczysławowi Kańskiemu cudem udało się dowieźć amunicję do atakujących żołnierzy. Być może dzięki temu, iż prowadził zdobycznego Opla Blitza, który miał pozostawione wszystkie detale, jakby wciąż należał do Niemców.

Rozpoczęto próbę ataku przez odkryty teren cmentarza. Po jednej z jego stron wznosiły się budynki, w których Niemcy umieścili km-y. Paraliżowało to ruch przez cmentarz. Czołgając się przez długi czas, szer. Aleksander Dawidowicz, zdołał zbliżyć się pod pozycje wroga i obrzucać ją granatami. Pozwoliło to na dalszy atak. Tym razem działo pułkowe nie mogło być podsunięte tak blisko i z pomocą przyszły rusznice ppanc., które zajęły się likwidacją niemieckich stanowisk. Teraz natarcie szło płynniej. 1 batalion dotarł do terenu, znanego już z poprzedniego dnia. Polacy nacierali w kierunku ulicy Młyńskiej. Do terenu cmentarza dotarła tymczasem kompania zwiadowcza 14 pp. Walka stawała się coraz cięższa - wychodziło niedoświadczenie polskich żołnierzy w walkach ulicznych. Po wielkim trudzie, już w godzinach popołudniowych, 1 batalion kpt. Nikołajewa dotarł do mostu na Więcemince, przy ulicy Młyńskiej. Wyszedł wtedy niemiecki kontratak, który zepchnął nacierających do budynków na skraju cmentarza. Wykorzystując chwilową przerwę w walce, odtransportowano na tyły rannych. Nawiązano również łączność ze sztabem pułku. Dowódca - płk Ziarkowski, oceniając pozytywnie położenie wysuniętych oddziałów rozkazał, by dwie kompanie utrzymywały zajętą pozycję, a pozostałe siły miały sforsować Więceminkę i nacierać w głąb miasta.


W godzinach przedpołudniowych 272 radziecka DP wspierana przez swą artylerie ruszyła do ataku. Kierunek ataku (dla 1061 pp) wytaczała szosa biegnąca od Karlina do Kołobrzegu. W ślad za 2 batalionem 7 pp 3 DP poszedł również 1 batalion (7 pp) dowodzony przez kpt. Zygmunta Tarnawskiego. Dwa polskie bataliony wraz 1061 pp (radz.) ruszyły do ataku o godz. 11.00. Obie strony polskich oddziałów obstawiły odziały radzieckie. W odwecie odezwały się niemieckie działa i Nebelwerfery. Atakujący przywarli do ziemi. Kpt. Tarnowski używał manewrów i zagrań taktycznych, by zmylić niemiecki ogień - z sukcesem: Niemcy skrócili ogień. Po kilku godzinach ataku udało się zdobyć przerobioną na wysunięty punkt oporu starą cegielnię, którą obstawiono ckm-ami. 2 batalion zajął drugą cegielnię. Zdobytych zostaje również kilka samotnych domków przy szosie. W czasie ataku szturm na miasto i cele nawodne przeprowadził 3 pułk lotnictwa szturmowego. Pod wieczór atak piechoty się zatrzymał.  Żołnierze przed sobą mieli wypełniony wodą rów melioracyjny spełniający zadanie rowu ppanc. oraz bagnistą łąkę. Za rowem, w odległości około 200 metrów zaczynały się już regularne zabudowania miasta. Po lewej stronie widoczny była stary kościół św. Jerzego, a po prawej, na niewielkim wzgórzu znajdował się porośnięty chaszczami cmentarz. Pośrodku, na wysokości pierwszych zabudowań, wznosiła się barykada. Russijan wydał rozkaz wycofania się do najbliższych zabudowań by odpocząć, ogrzać się i zjeść coś a rano przejść do ponownego natarcia. Straty już na ten moment były duże, np. ppor. Litwora z 2 batalionu meldował, że batalion stracił 70 ludzi... W nocy nadciągnęli saperzy, przy światłach rac, po kładkach szturmowych przeprawili się przez kanał i zalegli przed budynkami kościoła św. Jerzego.

Gdy zapadł zmierzch w 18 pp dokonano przegrupowań tworząc silną grupę szturmową, której trzon stanowili żołnierze 3 kompanii por. Łysiaka. Dowódcy 1 i 3 batalionu - kpt. Nikołajew i por. Motylewski, po rozmowie doszli do wniosku, że atak w kierunku - ulicą Młyńską do mostu na Więcemince - nie zaskoczy Niemców. Wobec tego postanowili sforsować rzeczkę na południe od mostu, w ten sposób zająć południowy cypel Wyspy Solnej i połączyć się z oddziałami radzieckiego 1061 pp (z 272 DP) walczącego na prawym skrzydle. Pod osłoną ognia moździerzy 120 mm Polacy przygotowywali środki przeprawowe - powiązali ze sobą pnie i deski przyniesione prądem rzeki. Moździerze ostrzeliwały rejon mostu na Więcemince oraz jej wschodni brzeg. Forsowanie rzeczki odbyło się pod osłoną rusznic i karabinów maszynowych. Przerzut odbył się sprawnie. Atakując dalej Polacy wdarli się na teren rozległej hali - jak się okazało - rzeźni miejskiej. Załogę rzeźni stanowili marynarze. Mimo twardej i zaciętej obrony Niemcy zostali wyparci na zewnątrz hali. Atak trwał nadal. Pole walki zasnute zostało dymem z płonących zabudowań. Chwilowo, podczas odwrotu, Niemcy nie stawiali oporu. Gdy dokonali szybkiego przegrupowania przeszli ponownie do zaciętej obrony. Serie z MG zaczęły ranić żołnierzy 3 kompanii. Polskie rusznice na ślepo strzelały po oknach następnego po hali niskiego budynku, usiłując wzniecić pożar - bezskutecznie - ogień Niemców napierał pełną siłą. Dopiero, gdy pożary rozpętały się na dobre, płomienie zdradziły pozycje niemieckie. Prowadzili oni obronę nie z okien budynku, lecz z okopu przed budynkiem. Dopiero teraz Polacy zaczęli trochę tłumić opór. Patową sytuację rozwiązał szer. Jan Kryłat z kompanii rusznic, który podbiegł do okopu i wrzucił do niego dwa granaty. Trzech Niemców ginie, a reszta ostrzeliwując się, wycofuje się. Ogień okazał się na tyle skuteczny, że rani szer. Kryłata w obie nogi. Za swój atak Kryłat otrzymał później Krzyż Walecznych. Dalsze natarcie stało się możliwe. Po prawej stronie dołączyli już Rosjanie z 1061 pp, którzy wcześniej zdobyli Bastion Cleve. Teraz wspólnymi siłami udało się wypchnąć obrońców rzeźni z jej terenu (obecnie market Kaufland). Dalsze natarcie rozwinięto w kierunku mostu na Parsęcie.

W czasie, gdy trwały walki o rzeźnię, z okazji skorzystał kpr. Władysław Duda ze swoją drużyną należącą do 8 kompanii chorążego Józefa Pająka - zaatakował i zajął most na Więcemince, o który toczyły się bezskuteczne dwudniowe walki. Dopisało Polakom w tym ataku szczęście, ponieważ most był broniony przez dwa MG, działko i dosyć liczną załogę. Most obsadziła część sił 3 batalionu, a reszta ruszyła dalej w stronę mostu na Parsęcie, by wesprzeć atak idący od strony rzeźni. Tak pomyślnie dla Polaków wszystko nie układało się długo - do kontrataku wkroczył batalion 'Hempel'. Impet niemieckiego natarcia wytrzymał 3 batalion natomiast 3 kompania wraz z Rosjanami musiała się wycofać z powrotem na teren rzeźni, gdzie rozpoczęły się gwałtowne walki. Niemców przybywało, polskie punkty oporu niszczono m.in. ogniem panzerfaustów. Ponosząc straty Polacy zaczęli szukać schronienia w domkach nad Więceminką. Wobec takiego obrotu sprawy kpt. Nikołajew zarządził odwrót. Odwrót miał się odbyć przez most; droga, którą Polacy przyszli była wykluczona, ponieważ forsowanie rzeki z taką ilością przeciwnika na karku zakończyłoby się masakrą. Przy moście cały czas bronił się 3 batalion. Niemcy domyślili się zamysłu polskich żołnierzy i odcięli im drogę od mostu. Wycofujące się oddziały desperacko wbiły się w niemiecką blokadę i zaczęła się walka wręcz. Gdy dobiegli do mostu byli już ostrzeliwani ze wszystkich stron, bo kolejny niemiecki kontratak wyszedł z zachodu. Nie było mowy o utrzymaniu się przy moście i zarządzono dalszy odwrót. Po raz kolejny Polacy przemierzali odcinek Młyńska-Trzebiatowska. Ciągły ogień Niemców nie pozwalał nawet na chwilowe zatrzymanie, mimo to nie pozostawiono żadnego rannego na drodze odwrotu. Opór zorganizowano w domkach za cmentarzykiem. Tych pozycji już Polacy nie oddali.

Zaczęto zliczać straty - kilkunastu nie wróciło. Jak się później okazało, zaginęło dwóch żołnierzy (kpr. Leopold Magda i szer. Jan Okrągłyk) reszta wycofała się z Rosjanami z 1061 pp. Po wycofaniu wrócili oni do rodzimego pułku. Te działania były ostatnimi akcjami 18 pp na zachodnim brzegu Parsęty. Na ich miejsce przyszedł 14 pp. 18 pp został przerzucony na wschodni brzeg Parsęty.

Decyzja ta wydaje się niezrozumiałą... Nie jest wiadome co skłoniło płk Szejpaka do takiej decyzji. Najbardziej prawdopodobnym wydaje się, że rozkaz ten przeszedł z dowództwa armii, a zamysłem było zluzowanie 1061 pp z radzieckiej 272 P walczącego na tym odcinku. Bardzo możliwe jest, że rozkaz ten (z dowództwa armii) doszedł do pułku z opóźnieniem (wieczór, 9 marca), gdyż wieczorem była już zorganizowana przeprawa przez Parsętę. Przygotowali ją żołnierze z 13 samodzielnego batalionu saperów pod dowództwem mjr Michała Bogdanowa. Ostatecznie, przeprawianie odbyło się pod niemieckim ostrzałem. Akcja trwała całą noc. Przetransportowane oddziały kierowały się do wioski Psary, w rejon cegielni. Prawym sąsiadem pułku miał być teraz 7 pp. Jako że sztab pułku został w Więceminie, w trudnych warunkach musiał zostać przeciągnięty telefoniczny kabel do utrzymywania łączności. Oficerom sztabu widać było bardzo dogodnie w budynkach gorzelni...

9 marca, 16 pp nie mógł zaliczyć do udanych. Natarcie nie przyniosło rezultatu. 1 batalion w ciągu całego dnia nieznacznie zbliżył się do następnego zagajnika, 2 batalion posunął się do przodu zaledwie 200 metrów. Straty 16 pułku tego dnia wyniosły: 11 poległych i 29 rannych, w tym z 2 batalionu 5 poległych i 19 rannych.

18 pułk piechoty także nie wywalczył sukcesów terenowych. Faktem jednakże jest, że 1 i 3 batalion wdarł się najgłębiej w niemieckie pozycje z całej dywizji, teren, który przyjdzie mu atakować był już dość dobrze znany, a żołnierze zdobyli pierwsze nauki dotyczące walk w mieście. Lekcja ta kosztowała pułk duże straty. Na podstawie dokumentów sztabowych ciężko jest przytoczyć straty 18 pp z tego dnia. Dokumenty podają, iż 9 i 10 III łącznie, pułk stracił 22 zabitych, 109 rannych i 15 zaginionych bez wieści. Z tej statystyki większość strat pochodzi właśnie z 9 marca.

Fragment mapy z książki J.Voelkera 'Die letzten Tage von Kolbereg ' ukazujący rejon przez jaki przyjdzie przejść 16pp. Pułk miał najkrótszą drogę do portu lecz na swej drodze spotka wiele przykrych niespodzianek - kompleks strzelnicy przygotowany do obrony (na rys. nr 22), Kleist Schanze oraz inne umocnienia usadowione na niesprzyjającym atakowi podmokłym terenie.
Polska piechota w ataku.
Jedna z blokad na ulicach miasta. © Lindenbaum Verlag.
Rzeźnia od strony ogródków działkowych i Urzędu Gminy Kołobrzeg, 2004 rok.
Rzeźnia do strony Więceminki (dziś Kanał Drzewny), 2004 rok.



Plan walk o południowy cypel wyspy Solnej 9 marca 1945 r.
Zniszczone niemieckie pojazdy.