7-8 marca: u bram miasta

7 marca, jako pierwszy na przedpola Kołobrzegu podszedł 16 pp z 6 Dywizji Piechoty. 6DP dowodził były oficer RKKA - płk Giennadij Iljicz Sziejpak (ur. 1903 r.). W Armii Czerwonej był on dowódcą 111 Dywizji Strzeleckiej (10 I 1944 r.).


Do LWP przeniesiony został 15 kwietnia 1944 r. Powrócił do ZSRR w 1946 r. Generał Stanisław Popławski w swych wspomnieniach nie wyraża się pochlebnie o Szejpaku, zarzucając mu m.in. niekompetencję. W polskiej literaturze pułkownik widnieje przeważnie jako Genadiusz Szejpak.

Polacy mieli przejąć pozycje od żołnierzy radzieckich. Do dowódcy pułku, majora Diergunowa dotarli łącznicy z plutonu zwiadu konnego, którzy nawiązali kontakt z czołgistami 45 BPG. Major Diergunow pojechał osobiście do Zieleniewa, gdzie stacjonował sztab radzieckiej brygady pancernej, by zaczerpnąć informacji. Konkretniejszych danych Rosjanie nie przekazali, natomiast zgodzili się na przydzielenie pułkowym batalionom przewodników, którzy by pokazali którędy przebiega rozpoznana linia obrony.


6 dywizja była uszczuplona po walkach na Wale Pomorskim i nie otrzymała jeszcze uzupełnień. Stan liczebny wynosił 6600 ludzi, a weług stanu etatowego powinno być 11 476. Stan uzbrojenia dywizji wynosił m.in. 2514 pistoletów maszynowych, 220 lekkich i 51 ciężkich km-ów i 165 rusznic ppanc. W pułkach piechoty były 22 działka ppanc. 45 mm, 7 dział 76 mm oraz 66 moździerzy 82 mm i 22 moździerze 120 mm. Najgorzej pod tym względem wyglądał 14 pp posiadający tylko 3 działka ppanc. 23 pal posiadał 23 działa dywizyjne 76 mm i 12 haubic 122 mm. Dodać do tego trzeba 60 haubic 3 brygady wspierającej. W sumie otrzymaliśmy dość sporą liczbę dział różnych kalibrów: 124 i 88 moździerzy. Jednak ich ilość i rodzaj nie wystarczyły do zdobycia ufortyfikowanego miasta. Tu przydałyby się bardziej działa szturmowe, miotacze ognia czy bombowce. 6 DP jako jedyna w 1 AWP nie posiadała w składzie dział szturmowych.
dane z książki W. Kotowicza "Droga ku morzu".


Do Zieleniewa podeszły tymczasem główne siły 16 pp. Diergunow dokonał w nocy przetasowań pododdziałów. 1 batalion miał dotrzeć do odległego o ok. 4 km na zachód od Kołobrzegu Grzybowa, 2 batalion kpt. Gysia ulokować miał się na odcinku Zieleniewo, u styku dróg Zieleniewo-Kołobrzeg i Kołobrzeg-Złotowo, 3 batalion kpt. Zagorodniewa miał zająć pozycje obronne frontem na wschód, wzdłuż drogi z Zieleniewa na Kołobrzeg.

Bataliony wyruszyły pod osłoną nocy. 2 batalion przemierzając błoto dotarł do radzieckich czołgów. Gdy już dowódcy kompanii rozprowadzali swoich żołnierzy na pozycje, czołgiści odpalali swe maszyny i odjeżdżali. Podczas gdy 2 batalion zajmował swe miejsca z lewej strony, od zachodu odezwał się niemiecki ckm. Jakby na jego sygnał otworzyły ogień następne karabiny wroga. Na zaskoczonych Polaków wyszedł dodatkowo atak z lewego skrzydła. Po sile ognia wnioskować można było, że atakuje co najmniej kompania. Polacy, ostrzeliwując niewidocznego wroga, zaczęli wycofywać się tą samą drogą, którą przyszli. Gdy batalion doszedł do Więcemina, powstało zamieszanie, ponieważ wszedł on na tyły broniącej się 7 kompanii.

2 batalion pojawił się na jej tyłach. Niemiecki atak zatrzymano kosztem 4 rannych żołnierzy z 4 kompanii. Postanowiono zaczekać do świtu. W czasie gdy 2 batalion wycofywał się, 1 batalion doszedł do Grzybowa. Tam okazało się, że radzieccy czołgiści odjechali nie czekając na zluzowanie przez Polaków. Zajęto pozycje przy drodze z Kołobrzegu. Do brzegu morza pozostał zaledwie kilometr, ale postanowiono nie ryzykować przemierzania tego odcinka i zaczekać na świt. Jako, że oddziały 6 dywizji podjęły już walkę o Kołobrzeg, zmieniono dywizji zadanie - zamiast, jak planowano, zająć obronę wzdłuż wybrzeża Bałtyku, należało kontynuować walkę i zdobyć miasto w ciągu następnego dnia.

Jeszcze tej samej nocy (z 7 na 8 marca) do Zieleniewa doszedł 18 pp. Łącznicy tego pułku donieśli, iż pod Kołobrzegiem pierwsze walki już stoczył bratni 16 pułk.

O świcie, 8 marca, dowódca 1 batalionu 16 pp rozkazał dowódcy 3 kompanii (ppor. Władysław Jurak) zorganizować grupę zwiadowczą w sile plutonu piechoty, wzmocnioną plutonem ckm-ów. Celem zwiadu grupy miało być: rozpoznanie, przecięcie drogi do Trzebiatowa i w miarę możliwości dotarcie do brzegu morza. Ppor. Jurak wyznaczył do tego zadania pluton tymczasowo dowodzony przez kaprala Leona Piworowicza. Plutonem ckm-ów dowodził plut. Kazimierz Grzejek. Drogę Trzebiatów - Kołobrzeg, grupa osiągnęła bez przeszkód ok. godz. 6:40. Przy drodze umieszczono część plutonu piechoty i dwa ckm-y. Reszta grupy ruszyła dalej, ku morzu. Na drodze zwiadu stanął niewielki lasek. Tam wypatrzył Polaków patrol Volkssturmu. Niemcy wyczekali, aż grupa podejdzie bliżej, wówczas otworzyli ogień. Polacy przylegli do ziemi, a jeden z polskich ckm-ów, kaprala Michała Gębarowicza, otworzył ogień. Pod tą osłoną kpr. Piworowicz, wraz ze swymi żołnierzami atakując wdarł się do lasku gdzie Volkssturmiści rzucili się do ucieczki. Trzynastu z nich poddało się. Grupa weszła na wydmę i ujrzała brzeg morza. Piworowicz osobiście odprowadził jeńców do sztabu, a dowództwo przekazał Grzejkowi. Plut. Grzejek relacjonował, iż wraz z żołnierzami zeszli na na sam brzeg morza. Wdzieli, iż na wysokości Kołobrzegu, na pełnym morzu stały okręty, do których podpływały łodzie i barki. Niemcy prowadzili ewakuację. Na brzegu spostrzegli porzucone części umundurowania i uzbrojenia. Tam, Grzejek wziął kawałek drewna z wystającym żelaznym prętem i zakładając na niego chorągiewkę w barwach narodowych, wbił go w nadmorski brzeg. Polacy wracali na stanowiska, na wzgórze 5,5. Tam, zastępca Grzejka do spraw polityczno-wychowawczych - plut. Zygmunt Pączka, znalazł kawałek żerdzi i przybił do niej polską chorągiew. Było to o godz. 8:15. Chorągiew ta powiewała na wzgórzu 5,5, aż do końca kołobrzeskich walk.

Dalej, jak relacjonuje Grzejek, pozostawione przy drodze ckm-y stały tam okopane na stanowiskach. Podczas gdy Grzejek pisał meldunek z wykonanego zadania, plut. Pączka zaalarmował, iż drogą od Kołobrzegu posuwa się kolumna niemieckich samochodów ciężarowych. Ustalono, że kolumna podjedzie na tyle blisko, by było widać jej tył, wtedy dwa ckm-y otworzą ogień na przód kolumny, a trzeci, ściągnięty ze wzgórz ostrzela tył. Kolumna posuwała się do przodu, było widać również motocyklistów. Na dany sygnał ckm-y otworzyły ogień. Pierwszy z samochodów skręcił do rowu i stanął w płomieniach. Część Niemców również otworzyła ogień. Wróg z unieruchomionych aut biegł w kierunku lasku, jeszcze sprawne ciężarówki zaczęły się wycofywać, lecz i one stanęły w płomieniach. Po godzinie do samochodów zostały wysłane patrole. Okazało się, że Niemcy chcieli wywieźć aparaty rentgenowskie, inne urządzenia i maszyny, kilkanaście skrzyń amerykańskiej czekolady, dużo bielizny pościelowej i dużą ilość niemieckich marek. W patrol 'kręcący się' przy samochodach uderzyła od strony miasta niemiecka artyleria. Patrole się wycofały. Podczas nocy kilka samochodów dało się odholować na polską stronę, pozostałe zniszczyła niemiecka artyleria. Tak w skrócie wyglądała relacja plut. Kazimierza Grzejka.

W sztabie 1 AWP podjęto decyzję, iż po zdobyciu Kołobrzegu, żołnierze, którzy jako pierwsi z całej armii dotarli do Bałtyku udadzą się z delegacją do Naczelnego Dowódcy WP - gen. Michała Roli-Żymierskiego. Zadecydowano, że pojadą: plut. Grzejek i plut. Pączka. Kpr. Piworowicz ze względu na słabą znajomość języka polskiego (mimo, iż był Polakiem) miał nie jechać.

Na linie grupy zwiadowczej podciągnięto główne siły batalionu. O świcie na zgrupowanie 18 pp w Zieleniewie posypały się pociski artyleryjskie. Żołnierze zaskoczeni byli siłą wybuchów pocisków - strzelały okręty niemieckiej Kriegsmarine stacjonujące na kołobrzeskiej redzie. Od rana, na linii 16 pp trwała słaba wymiana ognia artyleryjskiego. Przed mającym nastąpić natarciem, w cele na przedpolach wstrzeliwał się 23 pal. Ostrzeliwano również miasto i port.

Ok. godziny 10:00 sztab 6 DP, na podstawie rozkazu sztabu armii, wydał do pułków rozkaz bojowy nr 6. Rozkaz mówił, iż w pułkach należy stworzyć po dwie grupy szturmowe w składzie: batalion piechoty, dwie drużyny saperów, do plutonu organicznych dział 45 i 76 mm, cztery dywizyjne działa 76 mm stawiane do strzelania na wprost i 4 moździerze 120 mm. W odwodzie dowódcy pułku miał zostać jeden batalion ze środkami wzmocnienia. Do sztabu pułków rozkaz ten dotarł jednak dopiero o godz. 12:00 więc nie starczyło czasu na jego realizację.

Luzowanie części pododdziałów 16 pp przez 18 pp nastąpiło z dużym opóźnieniem z powodu wspomnianego ostrzału 18 pułku przez działa okrętowe. Z 16 pp zluzowano 3 batalion, który ruszył w drogę do Grzybowa. Około południa zluzowany został również 2 batalion 16 pp. 3 batalion, podczas przejścia, został ostrzelany ogniem dział i moździerzy. W tej sytuacji mjr Diergunow zadecydował, by pułk uderzał tylko w dwóch rzutach. 3 batalion atakować miał za 1 batalionem i najwyżej rozszerzyć jego włamanie.

6 DP atakować miała w dwóch rzutach: 16 i 18 pp w pierwszym, a 14 pp w drugim. Wsparcie dla 16 pp dawały 2 i 3 dywizjon 23 pal, dla 18 pp - 1 dywizjon 23 pal. Oba pułki wspierała 3 BAH. Gotowość do natarcia ustalono na godz. 13:00 jednak jak wynika z meldunku bojowego rozpoczęło się o godz. 17:00. Pułki nacierać miały w pasie od brzegu morskiego do Więceminki.

Punktualnie o godz. 17:00, 23 pal i 3 BAH rozpoczęły ostrzał. Na linii 16 pp ostrzał niemieckich domniemanych pozycji trwał krótko: 6 minut. Zaraz potem ogień przesunięto na miasto i port. Ostrzał tego typu nie przyniósł oczekiwanego skutku w obronie nieprzyjaciela. Na linii ataku 18 pp artyleria ostrzeliwała przedpole i budynki 'białych' i 'czerwonych' koszar. Trudno było zatamować potok pocisków z budynków koszar sypiący się na atakujących żołnierzy 18 pp. Mimo to, żołnierze próbowali przebrnąć przez zalane na przedpolach koszar łąki.

Taki sam teren miał przed sobą atakujący 2 batalion 16 pp. Żołnierze przed sobą widzieli równiutką łąkę ciągnącą się aż pod zabudowania i brzozowy lasek. 300 do 400 metrów batalion przebył bez przeszkód ze strony Niemców, potem jednak dostał się pod ogień karabinów maszynowych i z lewej, i z prawej flanki. Na nacierających spadły pociski ciężkich moździerzy i dział przeciwlotniczych. Duże żniwo zbierali niemieccy strzelcy wyborowi. Nacierający 2 batalion 16 pp zaległ, próbował się okopywać lecz od razu pod powierzchnią ziemi znajdowały się wody podskórne.

1 batalion 18 pp rozpoczął atak od walki o rząd domów przy ulicy Trzebiatowskiej. Ulica zabudowana była tylko z prawej strony. Po lewej stronie był Übungsplatz - plac ćwiczeń miejscowej jednostki wojskowej. Na czele batalionu uderzała 1 kompania ppor. Markiewicza. Ulica ostrzeliwana była od przodu i od lewej strony, z koszar. Wypieranie Niemców z szeregowo ustawionych wzdłuż prawej strony ulicy domów poszło dosyć sprawnie. Polacy dominowali liczebnie. Tymczasem 2 batalion 16 pp próbował dotrzeć do zabudowań widocznych przed łąką, ale każdą akcję paraliżowały niemieckie karabiny. Oficerowie w batalionie wiedzieli, iż nie było sensu pozostać na tej odkrytej przestrzeni, więc porywali żołnierzy do ataku. Z kolejnymi stratami domki zostały osiągnięte i opanowane. Tu jednak impet natarcia batalionu się skończył.

Pierwszemu batalionowi 16 pp też nie szło łatwo. Otwarta przestrzeń do przebycia, dalej niewielki lasek. Z lasku, Niemcy ostrzeliwali nacierający ogniem karabinów maszynowych i dział strzelających na wprost. Na wykorzystanie do ataku wydm też nie było co liczyć, ponieważ były ostrzeliwane przez działka plot i broń maszynową od strony portu. Polacy skokami szli do przodu jednak ogień z laku był morderczy. Niemcy mieli też tam działko przeciwlotnicze strzelające pociskami smugowymi, co dodatkowo paraliżowało psychicznie Polaków. Z pomocą przyszło nacierającym idące z piechotą działko 45 mm. Celowniczy kpr. Władysław Czarniecki z Łucka trzecim strzałem uciszył dokuczliwego Flak-a. Umożliwiło to dalsze posuwanie się do przodu. Działko kpr. Tadeusza Lacha, który nacierał przy wydmach, wspierało atakujących, a gdy zauważono, że dwa mniejsze okręty podpłynęły na wysokość atakujących Polaków i ostrzeliwują grzbiety wydm, Lach, ze szczytu pagórka oddał kilka celnych strzałów, które zmusiły okręty do wycofania się. Za 1 batalionem rzucono do ataku 2 kompanie fizylierów. Atak powoli posuwał się do przodu, wtargnięto do zagajnika a tam pod ochroną drzew posuwano się dalej. Unieszkodliwiano kryjących się na drzewach niemieckich snajperów. Po drugiej stronie lasku była kolejna otwarta, bagnista przestrzeń a za nią trzy obsadzone bronią maszynową domki. Ogień z tych domków nie pozwalał 'wysunąć nosa' z zagajnika. Przed wieczorem od wydm i owych trzech domków wyszedł niemiecki kontratak, który odparto.

1 batalion 18 pp walczący wzdłuż ulicy Trzebiatowskiej wieczorem doszedł do miejsca, gdzie domy stoją już po obu stronach ulicy. W miejscu tym odchodziła przecznica biegnąca w stronę koszar. 1 kompania przebiegła na druga stronę ul. Trzebiatowskiej i rozpoczęła atak na koszary od wschodu. W kierunku w którym atakowała 1 kompania nacierała i 2 kompania ppor. Stanisława Tomanka. W osi jej ataku Niemcy nie sprawiali oporu. 1 kompania natomiast toczyła ciężką walkę zbliżając się do koszar. W murach koszar obrońcy powykuwali otwory strzelnicze, w niektórych miejscach napotkano na schrony bojowe. Do przodu podciągnięto rusznice ppanc., ale w ciemności ciężko było obsługom prowadzić skuteczny ogień. 2 kompania w raz z plutonem ckm-ów ppor. Szlachty przedzierała się dom za domem do przodu, póki nie została wykryta. W walce przesunęła się jeszcze do przodu, aż dotarła do małego cmentarzyka po prawej stronie ul. Trzebiatowskiej (dziś okolice Urzędu Gminy Kołobrzeg). Posuwając się dalej żołnierze dotarli do mostu na Więcemince na ulicy Młyńskiej, gdzie uwikłano się w uliczne walki. Tam również Niemcy, by zatrzymać atak, podpalili kompleks budynków.

3 batalion 18 pp próbował ataku na koszary od strony południowej. Atakujący musieli przedostać się przez podmokłe rozlewisko z wodą sięgającą miejscami po pas. 'Białe koszary' prowadziły silny ostrzał z broni maszynowej, a czasami z za muru koszar wyjechał transporter opancerzony. Po zapadnięciu ciemności atak wstrzymano. Na takim terenie nie było mowy o ukryciu się i w przypadku niemieckiego kontrataku - straty batalionu mogły by być wielkie. 2 batalion 18 pp pod dowództwem por. Groma walcząc na lewym skrzydle pułku atakował Przedmieście Złotowskie. Oś ataku biegła wzdłuż torów kolejowych. W trakcie ataku batalion dostał się pod ogień z 'białych' i 'czerwonych' koszar. Kompanie musiały zalec w rowach biegnących przy torach i przegrupować się w trzy rzuty. Jako pierwsza do ataku poszła 6 kompania ppor. Wacława Sikorskiego. Po przekroczeniu toru kolejowego, kompania dostała się pod jeszcze silniejszy ogień. Na przeszkodzie dodatkowo stanęły wagony kolejowe, w których ulokowani byli obrońcy i rzucali w stronę Polaków granatami. Wagony wkrótce opanowano, biorąc do niewoli 6 marynarzy. Rozwijając atak dalej dotarto do pierwszych domków. O natarciu dalej nie było już mowy. Ostrzał od przodu i ze skrzydła, z rejonu koszar nie pozwalał na ruch. Wszystkie 3 bataliony 18 pp utknęły w miejscu.

W międzyczasie, w sztabie 14 pp zjawił się radziecki oficer łączności z 1061 pp 272 DP pułkownika Mieszkaowa, który oznajmił, że jego dywizja 7 marca, rano podeszła pod wschodnie krańce Kołobrzegu i zaatakowała miasto w przedpołudniowych godzinach. 1065 pp zaatakował i zdobył zabudowania Luboszyc. Z sukcesem odpierał niemieckie kontrataki. 1063 pp atakował koszary przy ulicy Koszalińskiej, lecz kontratak Niemców odepchnął go pod odległe o 3 km Mirocice. Gorzej wyglądała sytuacja w 1061 pp. Mimo, że udało im się szybkim atakiem wedrzeć w rejon ulicy Koszalińskiej i w część zabudowań gazowni, silny niemiecki kontratak zmusił pułk do wycofania się z zajętego terenu. Pułk wycofał się, aż pod stare szańce na wzgórzach pod Budzistowem.

Wcześniej, 4 marca, 272 DP zaczęła boje o Koszalin. 5 marca miasto zostało zdobyte. Po walkach o Kołobrzeg dywizja ta będzie toczyć walki m.in. o Gdynię. 272 DP pochodziła ze składu 134 korpusu 19 Armii. Siły 272 DP były pozbawione wsparcia swych dywizyjnych czołgów, ponieważ te wyruszyły już w kierunku Gdyni. Pozostali sami piechurzy.

Sztab 18 pp postanowił wzmocnić batalion, który mógł najbardziej liczyć na postęp. Wysyłano również gońców, którzy ponaglali do tworzenia grup szturmowych. Około godziny 20:00, 2 batalion otrzymał wzmocnienie plutonem ckm-ów, plutonem rusznic ppanc. i kompanią moździerzy. Wzmocnienie odniosło skutek - i rusznice i moździerze dawały się Niemcom we znaki. Z tego powodu, w obawie przed zbyt głębokim wniknięciem Polaków w pozycje obronne, Niemcy postanowili wyprowadzić kontratak od strony 'czerwonych koszar'. Atakowali marynarze w sile około dwóch kompanii, wsparci ogniem moździerzy i ckm-ów. Zmusiło to polskie oddziały do wycofania się około 400 metrów na południe. W odwrocie nie zdążono zabrać 45 mm działka, po które wróciła się nocą grupa ochotników pod dowództwem plut. Boguckiego. Osłonę zapewniały moździerze. Akcja odbyła się pomyślnie, bez strat w ludziach. Kontratak przeciw pierwszemu batalionowi wypuściła część sił batalionu 'Hempel'. Zmusiło to do wycofania się z ulicy Młyńskiej na Trzebiatowską. Ukazywała się nieumiejętność Polaków w walkach ulicznych. 1 batalion musiał oddać cały teren, który został zajęty w ciągu dnia. Zatrzymano się dopiero pod Więceminem.

W trakcie walk 18 i 16 pp generał Popławski nie czekając na wynik natarcia 6 DP zdecydował podciągnąć pod Kołobrzeg dodatkowo 3 DP wraz z wspierającą ją artylerią. Rozkaz gen. Popławskiego zbiegł się z rozkazem z dowództwa frontu. Dowództwu frontu zależało by rozstrzygnąć sytuację w Kołobrzegu w jak najkrótszym czasie, aby polska armia zluzowała 3 Armię Uderzeniową działającą na Pomorzu, a którą zamierzono przegrupować na odcinek berliński. 6 DP miała otrzymać jeszcze wzmocnienie 5 Brygady Artylerii Ciężkiej, w której skład wchodziło 36 haubic 155 mm. Generał Popławski dodatkowo skierował w rejon miasta dwa bataliony saperów oraz powołał specjalne dowództwo mające kierować działaniami wszystkich polskich jednostek w Kołobrzegu. Dowódcą został gen. brygady Marek Karakoz, a szefem sztabu płk Laurencjusz Świtelski.

W dalszym ciągu też nie wiedziano o przekształceniu miasta w twierdzę, choć już dało się zauważyć, że miasto posiada zorganizowaną obronę. Cały czas nie posiadano też żadnego planu miasta. Pierwsze plany (2 szt.) zdobył 9 pp 3 DP 10 marca, wieczorem.


Skład 3 DP liczył 7464 żołnierzy lecz trzy bataliony jej 8 pp pełniły służbę wartowniczą przy obozach jenieckich w Bydgoszczy. Toteż w grę wchodziły: 7 i 9 pp, 3 pułk artylerii lekkiej (pal), batalion szkolny, oddziały służb i pododdziały specjalne 8 pp oraz dywizjon dział pancernych (13 szt. SU - 76). Wraz z dywizją pod Kołobrzeg wkraczało 58 haubic ze wspierającej 2 brygady haubic i 35 ciężkich moździerzy z 1 samodzielnego pułku moździerzy.
dane z książki W. Kotowicza "Droga ku morzu"


Dowódca 3 DP płk Stanisław Zajkowski pchnął pod miasto najpierw tylko 7 pp, dając do dyspozycji całą artylerie jaką dysponował. Żołnierzy wysłał z krótkim rozkazem: "Zniszczyć broniącego się nieprzyjaciela i zdobyć miasto". 8 marca wieczorem 7 pp ruszył w kierunku Kołobrzegu. By zająć wyznaczone pozycje wyjściowe pułk musiał przeprawić się na wschodni brzeg Parsęty. Jako że most budowany w okolicy Rosięcina nie był jeszcze gotowy, 2 batalion pułku przeprawiał się przy pomocy środków podręcznych, zostawiając jednak za sobą cały ciężki sprzęt. Przeprawa trwała do rana, ale rano gotowy był już most, więc reszta pułku przeprawiała się w ciągu kilku godzin. Artyleria wcześniej pojechała przekroczyć rzekę w Białogardzie. 2 batalion, pod dowództwem kpt. Stanisława Szulczyńskiego podszedł pod wschodnie przedpole miasta, gdzie nawiązał kontakt z 272 Radziecką Dywizją Piechoty. Jako pierwsi z 7 pp, łączność z 272 DP nawiązali żołnierze z drużyny zwiadowczej pod dowództwem chor. Masiowskiego

W sumie, kilkugodzinny wysiłek pierwszego rzutu oddziałów 6 DP doprowadził jedynie do nieznacznego wbicia się w pozycje niemieckie. Pozycje, które zajęły czołowe oddziały były niekorzystne do wyprowadzenia dalszych działań. Straty 16 pp w tych natarciach wyniosły: 7 poległych i 29 rannych. Z tego najbardziej ucierpiały: 2 batalion - 5 poległych i 16 rannych - oraz kopania rusznic ppanc. - 5 rannych. 1 8pp zanotował straty: 11 rannych.



Koszary Czerwone przy ul. Mazowieckiej - widok z lotu ptaka. © Przemek Dawid.
Fragment mapy z książki J. Voelkera 'Die letzten Tage von Kolberg' ukazujący część odcinka obrony Ost. Dla lepszego rozpoznania mapy daty ataków Rosjan oraz  niektóre punkty orientacyjne zostały przez nas naniesione raz jeszcze.