Szkielety z Budzistowa - kim są?

Szkielety z Budzistowa - kim są?


Wszystko wskazuje na to, że przy Szańcu Hohe Berg (Wysoka Góra) pochowani zostali żołnierze Pruscy, którzy zginęli podczas pierwszych walk o Twierdzę Kołobrzeg w 1807 roku. Dużo mniej prawdopodobne, że to żołnierze włoscy. Jeszcze mniej prawdopodobne jest to, że to żołnierze pruscy, ale z wojny siedmioletniej.


Półtora roku temu, media lokalne i ogólnopolskie rozpisywały się na temat szkieletów odnalezionych na budowie drogi S6 w Budzistowie przy dawnej pętli autobusu linii nr 7, zwanej przed wojną Hohe Berg. Na podstawie konsultacji z badaczami, wysunęliśmy bardzo wstępne wówczas hipotezy, kto i dlaczego mógł tam zostać pochowany. Niemal natychmiast artykuły w "Gazecie Kołobrzeskiej" i "Odkrywcy" popełnił Robert Maziarz, w których nawet nie postawił hipotez, po prostu odpowiedział na wszystkie pytania. Natomiast badania wymagają czasu, w tym kwerendy, poszukiwania źródeł, analizy czy wniosków z badań dr hab. Andrzeja Ossowskiego z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Niestety, na badania DNA szczątków nie wystarczyło pieniędzy. Czekają teraz w kolejce na szczęśliwy traf. A to być może przecięłoby dyskusje, z kim mamy do czynienia w tym pochówku.

Ratownicze badania archeologiczne na terenie Budzistowa, na terenie objętym przebiegiem drogi szybkiego ruchu S6, zleciła Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Przetarg wygrali archeolodzy z Uniwersytetu Łódzkiego. Wielu rzeczy na tym terenie można było się spodziewać, przede wszystkim z okresu średniowiecza. Znaleziska przekroczyły najśmielsze oczekiwania, a zbiory trafiły do Muzeum Oręża Polskiego w Kołobrzegu i czekają na prezentację podczas wystawy (dlatego na razie ten temat pozostawimy w cieniu tajemnicy). To także zasługa Jana Orlińskiego, prezesa Grupy Eksploracyjno-Poszukiwawczej "Parsęta" i społeczników z nią związanych. Odkrycia szkieletów nikt się nie spodziewał, choć z takim znaleziskiem na tak dużym terenie zawsze należy się liczyć. 9 szkieletów odkryto niedaleko pętli autobusowej na Hohe Berg, w okolicy dawnego szańca. Szczątki pochowano równolegle do przebiegającej drogi w kierunku Karlina, na osi wschód-zachód. Były zakopane na głębokości ok. 80 cm. Ciała zostały pochowane, co do zasady, z pewnym należytym szacunkiem, wygląda na to, że ze złożonymi rękami. Znalezione w kościach kule muszkietowe mogą być dowodem na to, że zgon nastąpił bezpośrednio w wyniku postrzału, bądź w wyniku rany postrzałowej. Wstępna analiza kartograficzna wykluczyła, aby w tym miejscu znajdował się zlikwidowany cmentarz lokalny. W opisach i literaturze nie zachowała się również informacja, aby było to jakieś przedwojenne miejsce pamięci. Przy kościach znaleziono, jak to już wspomniano, kule muszkietowe, ale także elementy wyposażenia, które nie ułatwiają datowania pochówku. Przy jednym z ciał zachowały się guziki, prawdopodobnie z wojskowego płaszcza, ale ich stan zachowania nie wpływa na datowanie. Następnie, szkielety włożono do worków i tak dotarły one na Pomorską Akademię Medyczną w Szczecinie.

Stan zachowania znalezisk około grobowych nie pozwalał od samego początku na określenie, czy to pochówek cywilny, czy żołnierski. To podstawowa przesłanka do czynienia dalszych rozważań. Brak artefaktów może wskazywać, że byli to cywile, zagonieni na przykład do budowy samej fortyfikacji. Mogli to być okoliczni chłopi, powzięci do prac fortyfikacyjnych, czy to podczas wojny siedmioletniej, czy podczas wojny francusko-pruskiej. Mogli zostać zastrzeleni w różnych sytuacjach, próbie ucieczki, albo schwytani przez wroga. Można stawiać tu różne pytania i hipotezy, ale nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na nie przesądzająco. Znacznie bardziej przekonywający jest jednak pochówek żołnierski. Po pierwsze, jeden ze zmarłych miał ubiór wojskowy. Po drugie, zarówno w jednej jak i drugiej wojnie, tereny te były ufortyfikowane i byli tu żołnierze różnej narodowości, zarówno Rosjanie, jak i Prusacy, Włosi czy Francuzi. To w sposób oczywisty przemawia za tym, aby miejsce to potraktować jako mogiłę wojskową.

Hohe Berg, a więc Wysoka Góra, była wzniesieniem, z którego roztaczał się widok na Twierdzę Kołobrzeg i Altsadt (Stare Miasto, dziś Budzistowo). Bezpośrednio, droga prowadziła na Lęborskie Przedmieście, przez które najszybciej do miasta można było dostać się Mostem Królewskim. Z drugiej strony, z tego wzniesienia świetnie panowało się nad terenem Niekanina, aż po Stramnicę. Fortyfikacja powstała w okresie wojny siedmioletniej, na linii szańców polowych wybudowanych dla obrony korpusu księcia Wirtemberskiego. Stworzono w sten sposób potężny „wał warowny” od Parsęty i Budzistowa, po Las Kołobrzeski i Morze Bałtyckie na północy. W tej okolicy, najkrwawsze walki toczyły się o Szaniec Zielony. W 1807 roku fortyfikacja ta została wykorzystana po raz kolejny. Maziarz pyta w „Gazecie Kołobrzeskiej” w swoim artykule, czy w tym miejscu mogli znaleźć się żołnierze Pruscy w 1807 roku, zginąć i być pochowanymi? I daje odpowiedź negatywną, twierdząc, że nie ma na to potwierdzenia w literaturze. A to nieprawda. Decyzja o odbudowie szańca w tym miejscu zapadła 23 lutego 1807 roku. Zapadła ona bardzo szybko, a jej celem była blokada ruchu na drodze z Karlina i Koszalina. Sprzeciwiał się temu porucznik inżynierii Fehrentheil. To jemu powierzono to zadanie, ale wskazywał on, że sens miałoby ono tylko wówczas, gdyby, po pierwsze, wróg zajął linie ataku podobne do tych w 1761 roku, a po drugie, gdyby przed twierdzą na linii Starego Miasta i mokradeł na północy bronił się obóz warowny. Pierwsze było mało prawdopodobne, drugie nierealne, bo załoga twierdzy nie miała takich sił i środków. Ostatecznie, do budowy dzieła przystąpiono kilka dni później. Ze źródeł pruskich wiemy, że prace w tym miejscu, w przeciwieństwie do Zieleniewa i Kautzenbergu (Bezpraw), posuwały się powoli. Wiemy, że obok żołnierzy pruskich, w prace zaangażowali się także okoliczni mieszkańcy. Jednak już na początku marca, pojawiły się pierwsze trudności. Włosi 10 marca postanowili opanować to miejsce. Natarli na nieukończone umocnienia i obrzucili je granatami. Pomimo wstępnego niepowodzenia w awangardzie, pozostałym oddziałom udało się zająć Niekanin, Stramnicę i Mirocice. Prusacy postanowili zablokować to uderzenie i w kierunku nieprzyjaciela wysłano cztery kompanie piechoty. W wyniku szybkiej operacji, Włosi musieli wycofać się do Czernina. Według źródeł, ten dzień pokazał obrońcom, jak słuszną podjęli decyzję budując tę fortyfikację polową i postanowiono się umocnić na Hohe Berg. Szaniec wyposażono w dwie armaty i obsadzono go aż 150-osobową załogą. Była ona nękana przez nieprzyjaciela, który regularnie alarmował załogę szańca. Do szerokiej operacji przystąpili Włosi 13 marca. Wyparli posterunek w Mirocicach, któremu na pomoc ruszyła część załogi szańca, a także m.in. zakład pułku kirasjerów Bailiodz. Operacja nie powiodła się, gdyż wzmocniony nieprzyjaciel odparł atak i zmusił obrońców twierdzy do wycofania się w okolice cegielni. Kapitan Waldenfels, zastępca komendanta twierdzy, już wówczas uznał, że tak szerokie rozwlekanie linii obrony jest na dłuższą metę nie do utrzymania. Miał rację. Włosi wyparli Prusaków z Mirocic pomimo posiłków wysłanych z Hohe Berg. Po południu, do szańca dotarły posiłki, które znowu uderzyły na posterunki w Mirocicach. Nieprzyjaciel wycofał się do Kołobrzeskiego Lasu. Prusacy byli panami terenu do około godziny 8 wieczorem. Ryzyko kontrataku spowodowało, że wycofano żołnierzy z szańca, pozostawiając tam jedynie 1 podoficera, 12 żołnierzy i armatę. Według źródeł pruskich, nieprzyjaciel miał dowiedzieć się o słabości załogi tej fortyfikacji od dezertera. Zapadła decyzja o natychmiastowym uderzeniu. Atak zaskoczył obrońców, którzy nie stawiali większego oporu. Szaniec zdobyto, a dowództwo twierdzy dowiedziało się o tym dopiero 14 marca. Wobec mrozów i ryzyka zamarznięcia wody w rowach fortecznych, pułkownik Lucadeau, dowódca twierdzy, wydał rozkaz spalenia Przedmieścia Lęborskiego. Był to bezpośredni skutek utraty szańca Hohe Berg. Fakt ten uznaje się w literaturze przedmiotu za ostateczne zamknięcie blokady twierdzy przez włoski korpus oblężniczy pod dowództwem generała Pietro Teulié. Dowódca twierdzy miał rację. Mrozy się nasilały, a ten w nocy 17 marca 1807 roku skuł w całości wodę w rowach fortecznych. Nieprzyjaciel próbował podejść pod twierdzę od strony Kołobrzeskiego Lasu, ale powstrzymały go forpoczty. Powyższe oznacza, że Robert Maziarz myli się w swoich twierdzeniach. Szaniec wznieśli i ufortyfikowali Prusacy, przy pomocy cywilów, wyposażyli go w artylerię oraz 150-osobową załogę. Byli w tym miejscu oblegani i ostrzeliwani, a przez drogę i szaniec przewijali się żołnierze, zapewne także ranni. Niestety, źródła nie wspominają ani o rannych, ani zabitych, co jest zresztą symptomatyczne dla wielu operacji oblężenia lat 1806-1807. W wielu przypadkach możemy się tylko domyślać strat po obu stronach i były one bardzo wysokie, zwłaszcza po stronie narodowości pruskiej i włoskiej. Źródła wskazują również na niską temperaturę w tych dniach. Jeśli więc w tym czasie w szańcu przebywali ranni żołnierze pruscy i zmarli w wyniku postrzału, mogli zostać w tym miejscu pochowani, zwłaszcza wobec wycofania się dużej części żołnierzy do kołobrzeskiej twierdzy. Nieprzyjaciel nazwał szaniec na Hohe Berg Fortem Napoleona i umieścił w nim armaty 3-funtowe, zastąpione 13 maja siedmioma armatami 24-funtowymi, które stanowiły pierwszą artylerię oblężniczą dostarczoną pod Kołobrzeg do korpusu oblężniczego. Od razu rozpoczęła ona ostrzał, zaskakując obrońców, do tej pory nie niepokojonych taką artylerią.

Robertowi Maziarzowi należy zarzucić stawiane wielu argumentów pozbawionych jakiegokolwiek ugruntowania w źródłach lub literaturze, a nawet stojących z nimi w sprzeczności. „Ani pierwszy z ówczesnych komendantów Kołobrzegu, Ludwik Moritz von Lucadou, ani tym bardziej jego następca August Neidhard von Gneisenau, nie byli pozbawionymi zdrowego rozsądku chłopcami, bawiącymi się ołowianymi żołnierzykami w wyposażonej w nieznane im foremki piaskownicy. Nie sądzę, by posłali oni swych żołnierzy na pewną śmierć. Nie natknąłem się dotychczas w opracowaniach dotyczących oblężenia Kołobrzegu w 1807 roku, jak również nie odnalazłem w dostępnych materiałach źródłowych informacji, świadczących o takim akcie desperacji pruskich żołnierzy, choć oczywiście wszystkie materiały nie zostały jeszcze w sposób wystarczający przebadane” (pisownia oryginalna). Warto podkreślić, że kołobrzeskie oblężenie było drugorzędne na froncie tej wojny i gdy na Pomorzu Zachodnim był względny spokój, walczono tylko w Kołobrzegu. Wobec okrycia walk o twierdzę kołobrzeską w 1807 roku legendą, przeszła ona w historiografii pruskiej, a potem niemieckiej, do rangi mitu, który skutecznie jest powielany po dziś dzień, także przez polskich autorów. Kwestie fatalnych decyzji, których po latach zapominano dowódcom, doczekały się wszakże opracowania, zarówno w literaturze niemieckiej jak i polskiej. Czymże była rzeź Prusaków w Forcie Wilczym (w literaturze wprost mówi się o krwawej łaźni), zadana przez szarżujące wojska oblężnicze, gdy major Gneisenau, nowy dowódca, za wszelką cenę chciał utrzymać ten punkt? W swoich późniejszych raportach do króla umniejszał straty i swoje błędy, a po linii wojskowej wręcz szczycił się sukcesami taktycznymi, zapominając o niebywałej daninie krwi: „Moja Wilcza Góra, prawdziwe ohydztwo, jeśli idzie o wykonanie, fortyfikacja zupełnie nieprzemyślana, wybudowana z najgorszego materiału  w ciągu zaledwie kilku tygodni, wytrzymała 25-dniowe regularne oblężenie z pierwszą i drugą paralelą, zakosami, placami broni oraz redutami z chronionymi flankami i ścianą tylną” (Gneisenau 27.06.1807 do kapitana Valentiniego ze sztabu głównego korpusu Blüchera). Niedocenienie przeciwnika kosztowało dużo istnień ludzkich i straty w zabudowie miejskiej. Spalono Przedmieście Zielenin, Ujście i część Przedmieścia Panewniki.

Robert Maziarz argumentuje, niestety bez powołania się na jakiekolwiek argumenty lub źródła, że w odnalezionej mogile byli pochowani żołnierze Pruscy, ale nie poddani króla Fryderyka Wilhelma III, ale Fryderyka II. Dowodem na to mają być krwawe walki w fortyfikacji znanej jako Szaniec Zielony w 1761 roku, znajdujący się w Niekaninie. Maziarz cytuje jedną ze współczesnych prac poświęconych walkom o Twierdzę Kołobrzeg w 1761 roku, aliści opracowania pruskie i niemieckie przez ponad 240 lat przyniosły nam wystarczającą wiedzę na temat tego, co wówczas działo się w twierdzy i poza nią. Tyle, że nie ma tam bezpośredniego opisu walk o szaniec Hohe Berg. Owszem, jest, i cytuje to wskazany autor, walka i to brutalna o Zielony Szaniec. I to ma być podstawa tego, że to przy szańcu Hohe Berg pochowano Prusaków. W opracowaniach opublikowanych w gazetach urosło to do tezy, a nie jest to nawet hipoteza. Dlaczego od razu Prusacy, a nie Rosjanie? W krwawych walkach wał fortyfikacyjny od Parsęty w Budzistowie po Mirocice był usłany ich ciałami. Tylko w walkach o Szaniec Zielony stracili oni 700 poległych. Prusacy szacują swoje straty na mniej niż 100 żołnierzy. Biorąc pod uwagę bezpośrednio poległych i zaginionych w walce, tylko jednorazowo mamy około 1000 poległych. To sporo. Dlaczego więc na Hohe Berg pochowano tylko 9 ciał? Wersja opisana 1,5 roku temu nie zajmuje się takimi niuansami, nawet biorąc pod uwagę, że była to część załogi tego szańca (Hohe Berg), nie wytrzymuje ona krytyki, biorąc pod uwagę czas trwania oblężenia i ogólną liczbę poległych po obu stronach. Powyższe wymagałoby zbyt szczegółowych opisów, które nie wnoszą za wiele do przedmiotu omawianej sprawy, poza tym, że warto podkreślić, że spłycanie dyskusji i dopasowywanie faktów historycznych do odkryć, zamiast tłumaczyć i rozwiewać wątpliwości, zaczyna czynić je kuriozalnymi.

Jan Orliński, prezes Grupy Eksploracyjno-Poszukiwawczej „Parsęta”, zabezpieczył część kul muszkietowych wydobytych ze szkieletów. Skoro byli to polegli Prusacy, w wojnie siedmioletniej powinni zabić ich Rosjanie. Jak jednak dopasować kaliber odnalezionych kul? Jan Orliński postanowił je zważyć i na tej podstawie przeliczył średnice kuli. Waga każdej kuli oscylowała wokół 24,96 gramów ołowiu, co daje średnicę 16-16,5 milimetra. Pozwala to dopasować te kule do francuskiego gładkolufowego karabinu skałkowego wzór 1777 (kaliber 17,5 mm, kula 16,5 mm o wadze 27 gramów z ładunkiem 12 gramów). Rosjanie stosowali karabiny o większym kalibrze. Oczywiście, zachodzi możliwość, że na polu walki wykorzystywano kule zdobyczne i Rosjanie mogliby wykorzystywać, co do zasady teoretycznie, kule z pruskich karabinów, ale w tym przypadku wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z karabinem francuskim według właściwych wagomiarów kul. Tego rodzaju amunicję powszechnie znajduje się na przedpolu twierdzy i przypisuje się do walk z lat 1806-1807.

Powyższe oznaczałoby, że osoby znajdujące się w grobie na Hohe Berg, zostały zabite przez żołnierzy używających karabinu wzór 1777, a więc żołnierzy koalicji napoleońskiej. W przypadku marca 1807 roku mogli to być żołnierze włoscy lub francuscy. Żołnierze koalicji napoleońskiej powszechnie używali tej broni. Płytki grób również ma swoje uzasadnienie. W tym czasie odnotowano w Kołobrzegu mrozy, co pasuje do hipotezy. Żołnierze zostali pochowani godnie, co dowodziłoby, że mogli tego dokonać ich kamraci, ostatecznie zmuszeni do szybszego, niż planowali, wycofania się do twierdzy. Jeśli prawdą jest, co podtrzymują autorzy pruskich opracowań, że słabość pruskiego szańca wyjawił dezerter, to zdrada ta była przesądzająca dla tej kwestii, być może także dla losy rannych czy też już poległych w ramach działań operacyjnych. Ich żywot dokonał się właśnie w tym miejscu.

Co ustalili eksperci z Zakładu Genetyki Sądowej Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie? Opracowanie wykonali: Joanna Drath oraz Andrzej Ossowski. Według nich, w Budzistowie nie znaleziono 7, ale 9 szkieletów. Ponad 90% kości było połamanych pośmiertnie po pracach archeologicznych. Co do zasady, udało się ustalić płeć. Są to mężczyźni (przynajmniej w większości przypadków nie ma co do tego wątpliwości), o wzroście ok. od 170 do nawet 186 centymetrów. Wiek osobników ustalono na około 16-44 lata (30-35 lat, 35-40 lat, 40-50 lat, 17-20 lat, 25-35 lat, 19-33 lata, 16-18 lat, 18-20 lat, 25-30 lat, ok. 18 lat). Skąd pochodzili ci ludzie? Na to pytanie naukowcy odpowiadają tak: „Stan zachowania kości jest bardzo fragmentaryczny, większość kości połamanych pośmiertnie, mimo, że niewiele jest elementów brakujących w szkieletach. W związku z takim zachowaniem kości nie podjęto się prób pomiarów czaszki i w konsekwencji nie oszacowano czwartego komponentu profilu biologicznego jakim jest pochodzenie biogeograficzne (pochodzenie etniczne) osób. Wprawdzie istnieją próby szacowania pochodzenia etnicznego na podstawie innych elementów szkieletu jak kość biodrowa, kość udowa czy kręgi, lecz trafność tych metod jest zbyt niska dla celów nauk sądowych, dlatego też nie zastosowano tych metod w naszej analizie. Dla celów badań innych komponentów profilu biologicznego, gdzie konieczne było podanie pochodzenia etnicznego osoby przy wyborze metody, założono, że osoby należały do populacji europejskiej, przeważającej na terenie znalezienia pochówku”. To oznacza, że nie dowiemy się dokładnie, skąd ci ludzie pochodzą. Jeśli przyjąć wszakże, że są to Prusacy, badanie to ostatecznie nie przesądzałoby, z jakiego okresu. Co innego, gdyby nagle okazało się, że to jednak żołnierze rosyjscy.

Na podkreślenie zasługuje również kwestia oceny zadanych ran. Niestety, ilość obrażeń kostnych postmortem uniemożliwia rzetelną analizę. Natomiast nie budzi wątpliwości, że główną przyczyną zgonu były rany postrzałowe, aczkolwiek widoczne są podejrzane rany niektórych czaszek, zwłaszcza w okolicy żuchwy, zadane ostrym narzędziem, bądź też powstałe w wyniku uderzenia. Na zębach widoczny jest kamień, są one dość uszkodzone lub stwierdzany jest ich brak.

Niniejszy artykuł w sposób oczywisty nie wyczerpuje tematu. Wskazać należy na potrzebę niezbędnych badań w zakresie fortyfikacji i oblężeń Twierdzy Kołobrzeg w wojnie siedmioletniej i wojnie francusko-pruskiej. Wydaje się za słuszne postawić twierdzenie o konieczności zabezpieczenia środków finansowych na ten cel, zwłaszcza w zakresie ratowniczych badań i uczestniczenia w nich kołobrzeskich naukowców, dla których ta tematyka jest ważniejsza niż konieczność wykopania i złożenia zabytków w magazynie. Obserwowalne ożywione zainteresowanie historią lokalną przez okolicznych mieszkańców, a także obowiązkowa staranność badań naukowych i metodologiczna rzetelność, wymagają dodatkowych badań i próby odpowiedzi na nurtujące historyka pytania, kim byli ci ludzie i dlaczego zginęli, a także kiedy nastąpił ich zgon, wreszcie, dlaczego pochowano ich w tym miejscu. Zapewne, jesteśmy bliżej właściwej odpowiedzi, ale uzyskanie satysfakcjonujących ustaleń, uniemożliwia zbyt słaby materiał źródłowy.

Na koniec, warto zastanowić się na powtórnym pochówkiem tych żołnierzy, właśnie w Kołobrzegu. W naszym mieście, zachowała się jedna mogiła z 1807 roku (zobacz). 2 lipca 1807 roku w walce rany odniósł na Lęborskim Przedmieściu kapitan Heinrich von Röder. Obrażenia były na tyle poważne, że oficer zmarł następnego dnia. Nie pochowano go na cmentarzu ewangelickim lecz wybrano miejsce za fortyfikacjami głównymi, konkretnie za Bastionem Halberstadt (dziś jest to teren przy Bibliotece im. Galla Anonima, tam, gdzie w 1871 roku pochowano katolickich jeńców francuskich). Płytę nagrobną ufundowała rodzina. Na grobie ogrodzonym stalową stylizowaną barierką zasadzono dwie lipy. Obecnie, drzewa te mają już ponad dwieście lat. Tu, można by pochować obrońców pruskiej Twierdzy Kołobrzeg.

Robert Dziemba

Autor dziękuje za pomoc Janowi Orlińskiemu, prezesowi Grupy Eksploracyjno-Poszukiwawczej „Parsęta”.





Kule muszkietowe do karabinu francuskiego wzór 1777

Plan oblężenia Twierdzy Kołobrzeg w 1761 roku, na pierwszym planie linia fortyfikacji Starego Miasta i Mirocic

Szaniec nr 1 zwany Fortem Napoleona na Hohe Berg w 1807 roku

Szczątki z Budzistowa w Zakładzie Genetyki Sądowej PAM w Szczecinie