Rok 1945

Co działo się w naszym mieście pomiędzy marcem a majem 1945 roku? Jest to jedna z białych plam historii Kołobrzegu. I nic nie wskazuje na to, abyśmy dowiedzieli się o niej czegoś więcej.


Przez 70 lat nie doczekaliśmy się polskiej monografii Kołobrzegu. Publikacje z okresu PRL obciążone są, określmy to delikatnie, dużą dowolnością w zakresie kształtowania faktu w myśl przyjaźni z ZSRR. Publikacje z ostatnich 30 lat, wydarzenia z tego okresu omawiają lakonicznie lub z marszu przechodzą do dziejów zaczynających się 31 maja, kiedy to Kołobrzeg przekazano Polakom. Nawet książką "Powojenny Kołobrzeg" H. Kroczyńskiego, nie posiada pożądanej krytycznej analizy źródeł, która przybliżyłaby trochę bardziej omawianą tematykę. Warto podkreślić, że po zakończeniu walk, miasto było nadal na linii frontu. Nadal trwała wojna, a Kołobrzeg nie stał się z dnia na dzień krainą mlekiem i miodem płynącą.

Po uroczystości zaślubin z morzem, część oddziałów była luzowana z marszu, inne zatrzymywały się w okolicy jeszcze na kilka dni. I choć już 17 marca polski rząd dokonał formalnego podziału Ziem Zachodnich i Północnych na cztery okręgi administracyjne, to trwająca wojna opóźniała jakąkolwiek aktywność polskiej administracji na tym terenie. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, władzę w mieście przejął komendant radziecki. Według niektórych opracowań miało to miejsce już 18 marca. Front frontem, natomiast zgodnie z radziecką tradycją frontową, zdobyte miasta podlegały złupieniu. Tradycja ta miała swoje źródło w polityce Stalina. Według niego, łupy wojenne były niczym innym, jak należnym ZSRR odszkodowaniem za straty poniesione podczas wojny. To, że łupiono tereny przyznane Polsce, nie miało żadnego znaczenia.

Wróćmy do literatury. "Zasługą wojskowych organów porządkowych było niewątpliwie uratowanie wielu obiektów i części porzuconego przez Niemców mienia. Pozostawione bez opieki, stawało się ono łatwym łupem elementów przestępczych, względnie ulegało celowej niszczycielskiej działalności ludności niemieckiej. Zanotowano szereg wypadków podpaleń różnych ocalałych obiektów, dokonanych przez elementy przestępcze, które nie mogły pogodzić się z utratą miasta i jego przejścia pod władzę polską" - czytamy w książce "Kołobrzeg - Zarys Dziejów" (1979). Ze wspomnień pionierów wyłania się obraz pożarów. Miasto płonęło, choć nie było powodów do wybuchu ognia. Gdzie ogień ugaszono, tam wybuchał na nowo. Nie ulega wątpliwości, że za działaniami tymi stoi ludność niemiecka. Ale nie tylko Niemcy podpalali co popadło. To samo robili sowieci, którzy w ten sposób zacierali ślady zbrodni, których dopuszczali się w mieście, albo podpalali ograbione mienie. Dlatego przez słowa o ratowaniu porzuconego mienia, należy wprost rozumieć grabież, o której autor napisać nie chciał lub napisać nie mógł. I to tyle na temat interesującego nas okresu. Niewiele więcej podaje w swoich publikacjach Kroczyński.

Pewne światło na atmosferę kołobrzeską rzucają wspomnienia Władysława Ciesielskiego pełnomocnika rządu na Obwód Kołobrzesko-Karliński. Tak pisze on o ustaleniach z komendantem radzieckim miasta - pułkownikiem Fiodorem Bobirenko: "Ostatecznie ustalono, że siedzibą urzędu i większości podległych placówek, czasowo będzie miasto Karlino (...). Zdaniem władz radzieckich miasteczko to było najbardziej spokojne, zamieszkałe głównie przez ludzi starszych, w bardzo dużej mierze o polskich nazwiskach, ludzi którzy pogodzili się z aktualnym stanem rzeczy i nie będą stwarzali większego kłopotu. W Kołobrzegu przygotowywać się będzie obiekty i warunki, by jak najprędzej władze mogły się w tym mieście w sposób prawidłowy zainstalować. W rozmowach na fakt zainstalowania się w Kołobrzegu, kładliśmy duży nacisk i znaleźliśmy u oficerów radzieckich dla tej sprawy pełne zrozumienie". Oznaczało to tylko tyle, że władze radzieckie nie życzyły sobie polskiej administracji w Kołobrzegu. Warto tu spojrzeć na wspomnienia pierwszego prezydenta miasta - Stefana Lipickiego: "Pełnomocnik Rządu ob. Ciesielski, po rozmowie z płk Bobirenko oświadczył nam, że ze względu na to, że miasto jest jeszcze rozminowywane i ekipie polskiej zagrażałyby różnego rodzaju niebezpieczeństwa, nie zgadza się na nasz pobyt w palącym się Kołobrzegu i skierował nas do Karlina". Lektura wspomnień kołobrzeskich pionierów od 1 czerwca 1945 roku wyraźnie wskazuje, że Rosjanie nie przeprowadzali żadnego rozminowywania, nawet nie pochowali dosłownie poniewierających się we wszystkich miejscach zwłok.

W literaturze nie budzi wątpliwości, że niecne działania Rosjan kończyły się podpalaniem zdobycznych budynków. Polska delegacja dotarła do miasta wieczorem 24 kwietnia 1945 roku. Znamienne jest to, że miesiąc po zakończeniu walk, Kołobrzeg nadal płonął. "Na miejsce przybyliśmy o zmroku. Z daleka widać było Kołobrzeg, a właściwie tylko wielką łunę. Po wjechaniu do rogatek miasta od strony Białogardu, zostaliśmy otoczeni palącymi się wzdłuż ulic budynkami, wrażenie było niesamowite - huk ognia, trzask załamujących się dachów i stropów, chmury dymu i iskier" - wspomina Stefan Lipicki. A tak opisuje widok miasta Ciesielski: "Ogrom zniszczeń Kołobrzegu był niesamowity, bez porównania obraz był groźniejszy niż w chwilach wejścia do wyzwolonej Warszawy. W wielu punktach miasta w dzień i w nocy wybuchały pożary (...). Komenda radziecka walczyła energicznie z pożarami, dokładała starań w kierunku uporządkowania części ulic i dróg". Gdyby to był środek lata, o pożary byłoby łatwiej. Ale na taki efekt trzeba było pracować całą kompanią...

Jeden z najciekawszych opisów pierwszych dni miasta przekazał w swoim artykule "Prawdziwy obraz" Jerzy Patan ("Gazeta Kołobrzeska" Nr 6/1995). Oto wspomnienia Ludwika Herczaka-Osmolińskiego (zmarł w lutym 2013 r. - przeczytaj), który do Kołobrzegu dotarł transportem kolejowym 20 kwietnia 1945 r.: "Przed Kołobrzegiem zatrzymaliśmy się. Wyszliśmy z pociągu, który wolniutko ruszył. Szliśmy przodem i obserwowaliśmy torowisko. Baliśmy się, że mogą być miny. (...) Byłem tak ciekawy morza, że nie mogłem się powstrzymać i z kilkoma kolegami, jeszcze tego samego dnia, poszedłem zobaczyć Bałtyk. W parku stała nieobliczalna ilość sprzętu wojskowego, armat, czołgów, samochodów pancernych, amunicji. Wśród tego żelastwa walały się trupy żołnierskie i zabite konie. Przeskoczyliśmy wydmy i zobaczyliśmy pas wzburzonego morza. W pobliżu brzegu widać było zatopione okręty i stateczki niemieckie. Po kilku dniach rozejrzeliśmy się po mieście. Na ulicy Dworcowej, w gruzowiskach domów leżały dziesiątki trupów polskich żołnierzy. Nie mieli na sobie płaszczy, tylko drelichowe mundury i czapki polowe z orzełkami wojska Berlinga. Na ich nogach zobaczyłem parciane obuwie. Druga, duża grupa polskich żołnierzy leżała w piwnicach domu przy skrzyżowaniu ulicy Armii Krajowej i Łopuskiego. Naliczyłem ich przeszło osiemdziesiąt. Trupy ludności cywilnej i żołnierzy niemieckich walały się wszędzie, na ulicach i wokół domów, nikt ich nie uprzątnął.
Rosjanie buszowali w mieście. Na rampę kolejową, której dzisiaj już nie ma, a stała ona w miejscu dzisiejszych pawilonów handlowych przy ul. Kolejowej (kładka dla pieszych), dojeżdżały samochody ciężarowe i dowożono do towarowych wagonów dosłownie wszystko. Tę wywózkę łupów wojennych pilnowali żołnierze Armii Czerwonej. Wzdłuż ulicy Unii Lubelskiej stały w rzędach po jednej i drugiej stronie jezdni kombajny zbożowe, maszyny rolnicze, fortepiany, meble, maszyny do szycia i sprzęt gospodarczy. Było tego tysiące. Wywózka trwała bez przerwy".

O grabieży mienia opowiadają również inni pionierzy. Przy okazji pamiętają, jak wyglądały stosunki pomiędzy Polakami a Rosjanami już za czasów polskiej administracji. Wymaga to podkreślenia: wywożenie mienia z Kołobrzegu trwało także w okresie funkcjonowania władz polskich. Wspomina Zbigniew Knapik, przybył do Kołobrzegu w kwietniu 1945 r.: "Ulica Lubelska stała się wtedy jedną z głównych ulic w mieście. Mieszkali tu kolejarze i były trzy restauracje. Jak Ruscy dobijali się nocami do naszych domów to strzelałem w powietrze, aby ich przegonić. Co mi się zawsze udawało. Cały port przy nabrzeżach zastawiony był niemieckimi meblami, skrzyniami, różnymi maszynami. Rosjanie wywozili wszystko statkami. Elektrownia, która mieściła się w dzisiejszej "Maronie", była obszabrowana, bez generatorów. Już później, uruchomiono na ulicy Młyńskiej elektrownię wodną na prąd stały. Największym szabrem ruskim w Kołobrzegu, było ograbienie banku niemieckiego, który zawalił się w czasie marcowych walk. Jak głosiła plotka - jakaś młoda Niemka powiedziała w tajemnicy Rosjaninowi, gdzie stał bank i co tam przechowywano. Pewnego dnia, cały teren tego gruzowiska ogrodzono szpalerem wojska, milicji i Urzędu Bezpieczeństwa. Drugi szpaler, wewnętrzny, utworzyli radzieccy żołnierze. Przystąpiono do odgruzowania i otwarcia za pomocą palników skarbca banku, który mieścił się w dwukondygnacyjnych piwnicach. Przez pięć dni i nocy, rosyjscy żołnierze i enkawudziści, tylko w stopniach oficerskich, wynosili do stojących na ulicy samochodów, blaszane kasety, w których były różne kosztowności, złożone tu przed wojną przez bogatych Niemców". Do niektórych kwestii podawanych w cytowanym tu wspomnieniu trzeba odchodzić z rezerwą, niemniej rabunek niemieckiego banku obrósł w Kołobrzegu legendą. Przez pewien czas, wywożenie majątku miasta drogą morską zostało ograniczone. Radziecki okręt miał awarię i osiadł przy główkach portowych, blokując tor wodny.

Trudno zrozumieć, jak Rosjanie mogli gospodarować miastem, nie grzebiąc zwłok. Wszystko wskazuje na to, że ciężka zima zabezpieczyła ciała. Ale już w okresie letnim, po przejęciu władzy przez Polaków, był to problem niezwykle palący. "Ulice miasta pokryte były rozlaną krwią, na której gnieździł się całe chmary much. Drugą plagą były trupy. W to wyjątkowe gorące lato, następował szybki rozkład ciał. Idąc ulicami trzeba było zatykać nos - tak silny był trupi odór (...). Na starostwo nadawał się budynek niedaleko ratusza (dzisiaj Urząd Miasta - dop. autora). Pokazałem go na żądanie z-cy Pełnomocnika Rządu ob. Stanisława Króla. Weszliśmy, otwieram drzwi i uderza nas odór trupi, na podłodze leżą trupy z napęczniałymi brzuchami - drugie, trzecie pomieszczenie to samo. Na pierwszym piętrze jeszcze gorzej, a na drugim było najwięcej. Ob. Król dalej nie wchodził i uciekł z budynku, dostał torsji (...). Do grzebania trupów zatrudniliśmy Niemców. Wynosili je na noszach i układali na platformie ciągnionej przez jednego konia. Następnie nieboszczyków posypywano środkami owadobójczymi - widok makabryczny - trupy zaczęły się ruszać - ruchy te powodowały robaki, które zdążyły się już w trupach rozmnożyć. Trupów były setki, a nikły środek transportu nie pozwalał na dalekie ich wywożenie - grzebało się ich we wspólnych dołach na najbliższych skwerach i parkach" - pisze w swoich wspomnieniach Stefan Lipicki.

9 maja w Kołobrzegu, przed Rosjanami skapitulowała załoga Bornholmu. Zakończyła się wojna, a 31 maja Rosjanie oddali miasto Polakom. Wcześniej, ograbili zakłady przemysłowe, gospodarstwa rolne i mieszkania. Z poczty zabrano centralę telefoniczną. Rozebrano też część linii kolejowej na odcinku Kołobrzeg-Trzebiatów. Wszystkie te działania były ze szkodą dla politycznych i gospodarczych interesów państwa polskiego, którego władzom przyszło przejmować nie tzw. "Ziemie Odzyskane", ale ziemie wyzyskane ze wszelkiego majątku. Inną sprawą jest fakt, że polskiemu rządowi podległemu Moskwie, kwestia ta wcale nie przeszkadzała. Przyjaźń z ZSRR miała swoją cenę i to, co działo się m.in. w Kołobrzegu, to tylko niewielki wycinek.

Obok zdjęć m.in. Józefa Rybickiego, z powojennego Kołobrzegu zachował się film zrealizowany krótko po walkach. "Bitwa o Kołobrzeg" to paradokument Jerzego Bossaka, znany też jako 9-10 numer Polskiej Kroniki Filmowej. Zdjęcia zrealizowano w dniach 20-25 marca 1945 roku. Premiera filmu odbyła się 10 maja w Łodzi. Nie wchodząc w kwestie historyczne samej narracji tego dzieła, ważne są same zdjęcia wykonane w Kołobrzegu przez Władysława Forberta. Poszczególne ujęcia prezentujemy w fotogalerii, bo sam film jest dość dobrze znany.

Robert Dziemba




Załoga Twierdzy

Robert
Lobo
Przemek
Artur
Ola
Darek

In Memoriam

Jerzy Patan (1939-2016)  fotoreporter, dziennikarz, pasjonat historii. Autor wielu cennych książek o dziejach miasta. Pomagał życzliwie współtworzyć ten portal. Pozostanie w naszej pamięci.